Harry Potter and the Deathly Hallows

Po dość wyczerpującym maratonie czytelniczym wchłonąłem ostatnią część serii o Harrym Potterze i mogę podzielić się wrażeniami. Nie będę – jak na fana przystało – zdradzał szczegółów fabuły, odniosę się raczej do całej „sagi”. No, może kilka drobiazgów odkryję, ale bez większych konkretów.

Z tego, co wiem, istnieje kilka innych słynnych serii z gatunku albo pograniczu fantasa – takich, które są rozpoznawane i które można przynajmniej próbować ze sobą porównywać. Chodzi mi o:

  • Serię o Śródziemiu Tolkiena
  • Ziemiomorze Urszuli Le Guin
  • „Kroniki Narni” C. S. Lewisa
  • „Mroczne Materie” Philipa Pullmanna
  • Powieść i opowiadania o Wiedźminie (Sapkowski)

O ile przynajmniej Le Guin, Pullmann i Tolkien biją Rowling na głowę, jeśli chodzi o styl pisarski, nie czytałem dotychczas nic, co złożonością fabuły, wielością wątków i „rozrywkowością” równocześnie przypominałoby H. Pottera. Oczywiście, nie wykluczam tego, że za mało czytałem.

Tolkien i Le Guin nieco mnie męczą, Narnia jest nieco tandetna (a styl religijnej indoktrynacji, jaką Lewis ćwiczył na dzieciach, aż niesmaczny), Sapkowski jest świetny, ale przesadza z  „postmodernistyczną zabawą konwencją”. „Mroczne Materie”… To już inna sprawa. Wojujący ateizm w wybitnej oprawie, genialne i niepojące… Co kto lubi…

„Potter” nie jest to seria w sensie grupy oddzielnych opowieści, powiązanych wspólnym bohaterem. To jedna książka, podzielona na części, „lata” – w ramach każdej z nich istnieje zagadka do rozwiązania, a równocześnie wypełniają się luki historii Harry’ego i zbliżają go do ostatecznego pojedynku z Siłami Zła.

Autorka od kilkunastu lat pisze w sumie jedną książkę – jej plan i rozwój głównego wątku miała najwyraźniej poukładane od początku (pierwszy rozdział „Kamienia Filozoficznego” stawia pytania, na które odpowiedź buduje się stopniowo, aż do ostatniego tomu). Nie przewidziała pewno, że całość się rozwinie do serii aż tak grubych książek. Ale fabuła jest zaskakująco spójna. Drobne wątki były „zakotwiczane” w poprzednich częściach przez wprowadzenie w nich dużej ilości potencjalnie użytecznych postaci, obiektów i zdarzeń, a następnie wykorzystywanie ich lub „wygaszanie”. Tak to odebrałem. Nie wyobrażam też sobie, żeby JKR dawała sobie radę bez doskonale przemyślanego systemu notatek i katalogów, dotyczących opisywanego świata – w którymś wywiadzie chyba nawet wyraziła wdzięczność dla stron fanowskich, dzięki którym ma dostęp do świetnych słowników pojęć ze swoich powieści, z cytatami i miejscami ich wystąpień… W sumie – konstrukcja książek jest tak „podstępna”, że po przeczytaniu kolejnej części powrót po jakimś czasie do pierwszej i rozpoczęcie od początku miało sens (pamiętajmy, że książki wychodziły mniej więcej co dwa lata), bo pewne przeszłe zdarzenia nabierały innego znaczenia. Niestety, he he, ta część była już ostatnia.

Schematyczność (momentami) wcześniejszych części nieco mnie drażniła, nie można nie zauważyć słabszych albo bardziej „rozwleczonych” fragmentów. Ale – mimo wszystko – jestem obecnie fanem. O ile pierwsze części traktowałem jako wprawkę w języku angielskim (polecam, słownictwo bardzo przystępne, trudne wyrazy – w ostatniej części moje ulubione to  „imbibe„, z którym chyba spotykam się po raz pierwszy) i irytowała mnie powszechna histeria, to następne wydawały mi się coraz lepsze i stawiające wcześniejsze w innym świetle. Początkowo płaskie postaci ujawniają po pewnym czasie bardzo złożone motywacje. Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje.

JKR korzysta sobie z mitów arturiańskich (Sapkowski też z nich czerpał, chociaż chyba dużo bardziej intensywnie), Szekspira (pod koniec ewidentne nawiązania do „Makbeta”, jeden z końcowych pojedynków to chyba lekka wariacja na temat pojedynku z „Hamleta”), rzeczy, których nie rozpoznaję (w przeciwieństwie do autorki, nie studiowałem literatury klasycznej) oraz prawie typowej literatury młodzieżowej. Nie do końca prostej i miłej (chociaż czasem zabawnej). Rozwój emocjonalny bohaterów i ich decyzje, wraz ze swoimi konsekwencjami to bardzo mocne elementy serii.

Po ostatnim tomie jedna z głównych postaci to dla mnie postać z najwyższej półki literackiej, naprawdę kawał wybitnej roboty. A, jeszcze świetne opisy totalitarnych (w wyniku przejęcia władzy) rządów w świecie Rowling.

Polecam czytanie Pottera w oryginale. Przy przyzwoitym tempie czytania grubsze cześci starczają na cały dzień.

Według pogłosek, „Harry Potter and the Deathly Hallows” jest obecnie najszybciej sprzedającą się książką w historii :) – oficjalne liczby będą w poniedziałek. Wyłącznie marketing tego nie napędza, dość wysoka jakość robi swoje. Szkoda tylko książek, które nie są tak promowane, a może zasługują na porównywalną uwagę.

Próbka (pierwszy rozdział): J.K. Rowling reading from Harry Potter and the Deathly Hallows at the Natural History Museum, London on the 21st July 2007

Dotychczas, recenzje są dobre. BBC News:

This is no computer game of disposable weapons and endless lives. When a friend dies, they are dead. And their loved ones mourn.

Beyond the Dickensian scenery and names, the Blyton-esque ideal of family and adventure and Tolkien-style monsters, is essentially a tale of vulnerable love.

For all the talk of charms and potions, this is a black-and-white tale about the value of life.

A, jeszcze ciekawostka. Ukochany zespół Joanne Rowling to The Smiths. Łoł.

Linków do recenzji nie podaję, bo jest ich b. dużo. No, może jedną, tak dla przykładu, żeby coś było oprócz powyższego cytatu z BBC:

Reklamy

HP7

[aktualizacja: 22.07.2007] Ponieważ post nagle zaczął cieszyć się zainteresowaniem, dodaję tu linka do mojego AKTUALNEGO wpisu na temat HP 7 – proszę bardzo. Dużo się tam rozpisałem. Co do polskiego tłumaczenia – fani nie chcący podszkolić się w angielskim poczekają sobie kilka miesięcy.

Wspomniania niżej teoria tłumaczenia tytułu jako „HP i śmiertelne Halloween” upadła :) Tłumacz ogłosił robocze „śmiertelne relikwie”. Mnie po lekturze całości bardziej by pasowały „relikwie Śmierci”. Uuups, spoiler… Sorry…

[koniec aktualizacji]

_____________________________________________________

Jest tytuł nowego (ostatniego) Harry Pottera – „Harry Potter and the Deathly Hallows”. Rzadkie słowo, dopiero na jakichś dość podejrzanych newage’owych stronach było satysfakcjonujące wyjaśnienie. Prawdopodobnie tytuł można tłumaczyć jako „HP i Śmiertelne Halloween”. Oczywiście, spekulacje fanów już się zaczęły, książka może będzie za rok, a już się świetnie sprzedaje, itp.

Seria jest napisana bardzo ciekawie, polecam do nauki angielskiego.

Postać Snape’a to kawał dobrej roboty, bardzo skomplikowana postać. Nie jest to może najwybitniejsza seria dla dzieci/młodzieży (dla nieco starszych są „Mroczne Materie”, prawdziwe arcydzieło, chociaż heretyckie, he he), ale też nie jest to wg mnie tandeta i lipa. Czyta się dobrze. Nie wiem, jak tam wygląda polskie tłumaczenie.