Gaston Leroux, „Dama w złotym brokacie” (1924)

dzbFilmów, które lubię, nie pokazują w telewizji (albo śpię, kiedy to robią). Ulubionej muzyki nie puszczają w większości stacji radiowych. Z książkami czasem mam podobnie. Z wrodzonego skąpstwa zainteresowałem się kiedyś starszą literaturą, której nie warto reklamować bo trzeba sprzedawać to, co Nowe. I tak mi trochę zostało.

Koniec wieku XIX i początek XX to smaczny okres w literaturze światowej. Bliski naszej wrażliwości, ale jednak odmienny. Książki łatwo znaleźć w każdej bibliotece, a teksty (głównie w oryginale) są dostępne za darmo w Internecie. Często ładny styl, staranny i świadomy – typowy dla ludzi, który nie mieli styczności z „Modą na sukces”. Pisarze mieli lepszą atmosferę do pisania – do ich drzwi nie pukał sprzedawca tureckich kurtek ani nie dzwonił telefon („nie odnotowaliśmy przelewu za usługi telefoniczne”). Dobre wykształcenie, spokój, dbałość o szczegóły.

Gaston Leroux. Najpopularniejszą jego powieść – „Upiora w operze” – przeczytałem, zanim dowiedziałem się słynnej adaptacji musicalowej (ze wzruszeniem omawianej w telewizji, co skutecznie mnie zniechęciło). Książka jest bardzo elegancka. Czytałem w tłumaczeniu na angielski, co może uszkodziło jej francuską subtelność, ciężko powiedzieć. Miała dla mnie posmak sensacyjno – horrorowy, ale o standardzie zdecydowanie wyższym niż średnia. Dobre dialogi, historia tytułowej postaci, symbolika i dokładność opisów – hm, niewiele już pamiętam… Ale polecam.

Tak więc wziąłem się za inną powieść tego autora. „La femme au collier de velours. Książka audio, wydawnictwo Armoryka. Poniżej pięciu godzin – podzielone na, powiedzmy, 30-minutowe fragmenty. Co do lektora – z początku miałem wątpliwości, jednak po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że słychać w jego głosie to, co powinno się kojarzyć z bohaterem „Damy…”. Staranny, racjonalny, nie dający się łatwo ponosić emocjom. Obserwujący i opisujący.

Nie zgadzam się z informacją z oficjalnego opisu utworu. Nie trzyma on w napięciu do ostatniego momentu. To nie jest klasyczna powieść grozy! Podzielona na dwie części – problem i rozwiązanie. Wyjaśnienie, zajmujące (chyba, że to było moje złudzenie) prawie połowę tekstu nie jest szczególnie zaskakujące. Ale, paradoksalnie, to ono jest lepiej napisane, bardziej trzymające w napięciu niż opis Niesamowitych Zdarzeń. Całość jest oczywiście niesamowita… w jakiś archaiczny, ale atrakcyjny sposób.

Klasyczny motyw przekleństwa i kary za ciężkie grzechy nie jest zły. Autor wiedział, że osoby o obrzydliwej psychice są bardziej odrażające, niż strzelające kwasem macki potwora z planety XZ-124. Co jest w książce szczególne, to próba racjonalnego podejścia narratora do całej sprawy i wykorzystanie nieegzaltowanego języka. Narratorem tym jest kolekcjoner drogocennych przedmiotów, osoba „ułożona”, oczytana i nie przejmująca się duchami czy innym badziewnym zabobonem. Nie histeryczna hrabina, biegająca po łąkach z wiankiem, ale coś jakby naukowiec. Pomimo kronikarskiego opisu zdarzeń i wypełnienia luk w historii Damy, nie może on wyjaśnić tego, co działo się w umysłach ludzi, stykających się z tajemniczym przedmiotem, wokół którego obraca się fabuła. „Wyjaśnianie” może dotyczyć tylko faktów. Sny i przeczucia, dręczące różne osoby można tu uzasadnić tylko odwołując się do mistyki. Jest w tym jakiś paradoks. Chyba.

Tłumacz książki nie jest znany. Ktoś się nieźle napracował a nie wiadomo kto.

Książkę audio „Dama w złotym brokacie” mogłem przesłuchać dzięki Audiobook.pl.  Dziękuję.

„Angels & Demons” (2009)

Dość dziwny film, pomimo zaskakującego zakończenia w sumie mało oryginalny.  Chyba nieco mnie znudził. Nie wiem, na czym polega sukces autora książki, film mnie nie zachęcił do zainteresowania się jego puścizną.

Bohaterem jest  historyk. Sądząc z tego, co prezentuje w filmie, o wiedzy użytkownika jednotomowej encyklopedii. Może nie miał okazji się popisać. Zagadka, jaką rozwiązuje, polega na jak najszybszym bieganiu między różnymi punktami Rzymu. Pomimo tego, że człowiek ten jest chyba autorytetem światowego formatu, nie mówi ani nie robi niczego, co wystawałoby poza przeciętność.

Fabuła filmu przypomina Indianę Jonesa w wersji dla ludzi, którzy powinni unikać nadmiaru emocji. Bohater idzie do punktu n. W punkcie n trzeba coś rozwalić albo zauważyć, że podłoga się odsuwa. Albo coś. Jakiś posąg pokazuje paluchem w kierunku północnym albo dmucha powietrzem na wschód, i tam trzeba iść właśnie. Do punktu n+1. Impressive.

Jeśli super tajna organizacja Iluminatów (podobno super inteligentne stowarzyszenie, walczące z Kościołem) posiadało zagadki, szyfry i sposoby ukrywania informacji takie, jak na filmie – nic dziwnego, że organizacja ta zaginęła w pomrokach dziejów. Oni się nie ukrywają. Zostali wszyscy wyłapani po tygodniu.

Dużo większe wrażenia to lektura „Pana Samochodzika i Templariuszy”. Serio.

A. W miarę fajna rola Ewana McGregora. I zdjęcia całkiem ładne. Może odwiedzę w końcu ten Rzym, wydaje się super miejscem.

Nie wiem, jakie jest przesłanie filmu, chyba chodzi o łagodną kontrowersję. Bohater niby jest agresywnym ateistą, ale tak jakoś… nie do końca o to chodzi. Aluzje do śmierci Jana Pawła II i pewne niemiłe sceny są złagodzone informacjami, że to jakiś inny papież a w ogóle to się dzieje kiedy indziej.

Jakieś sceny z helikopterem i bombą. Łojoj. Antymateria, którą widać całkiem wyraźnie (ładna jest). Łojojoj.

Taki film rozrywkowy, nie spodziewajcie się dyskusji o historii Kościoła, wykładów z historii ani niczego podobnego. Czepiam się. Trochę szkoda czasu. Może się sprawdzić jako rozrywka przy piwie. Ale zdjęcia ładne i w swojej klasie (hm… górna półka kina „B”) nie jest to totalna klapa.

Spragnionym „agresywnego ateizmu” zalecam – zamiast „Aniołów i Demonów” – szklankę wody. Albo „His Dark Materials” Pullmana.