Perfect Blue (1998)

Bardzo udane anime, dość typowy zabieg splątania rzeczywistości z fikcją. Bohaterka jest piosenkarką (fatalny japoński pop), prześladowaną przez tajemniczego wielbiciela (?). Krwawa i brutalna historyjka zmienia się w porządny film o zaburzeniu poczucia rzeczywistości. Skojarzenia z „Fight Club” nietrafione – powstał rok po „Perfect Blue”. Mnie się fragmenty kojarzyły z Lynchem, jak spojrzałem na komentarze na Filmwebie to stwierdziłem, że nie tylko mnie. Dostępne w „Kino Domowe – Magazyn DVD”. Pan Raczek bardzo się przychylnie wypowiada. Warto obejrzeć.

* Filmweb – strona  filmu

Reklamy

Neon Genesis Evangelion: serial + film

Anime. 26 odcinków, jeden film z nowym materiałem, dwa „kompilacyjne”, zapowiadana nowa ekranizacja. Moja recenzja była już gotowa dużo wcześniej, ale chyba się zagubiła w brudnopisach, bo nie mogłem znaleźć.

Bohaterowie przechodzą od walki we wnętrzu gigantycznych robotów, typowych dla japońskiej, komercyjnej tandety ;) do walki we wnętrzu własnych umysłów, ścierając się z własną przeszłością, skrywanymi wspomnieniami i lękiem. Muzyka zmienia się od „konfekcji” do nieco innej (Beethoven, Bach), dylematy robią się poważne a symbolizm scen staje się prawie nieznośny.

Postaci w początkowych odcinkach są dość jednowymiarowe (nawet Shinji, taki niby główny bohater), wydają się kierować głównie ambicją i czymś jakby poczuciem obowiązku – w typowych kreskówkach przeważnie mamy do czynienia z chęcią „bycia lepszym”, co prawdopodobnie ma zachęcić dzieci do lepszej nauki i studiowania prawa albo medycyny… Jednak, w miarę jak serial się rozwija, komplikuje się nie tylko fabuła, plącząca się w typowy dla anime sposób (czego tak naprawdę bronią „bohaterowie”? czy robią słusznie? kto nimi steruje i jakie ma cele?). Motywacje postaci i ich życie wewnętrzne wychodzą na pierwszy plan do tego stopnia, że końcowe odcinki dzieją się częściowo w świecie ich myśli (następuje też odejście od kreski anime, a nawet wprowadzenie fragmentów filmu fabularnego), drastycznie ukazując to, co nimi kieruje, m. in. skomplikowane relacje z rodzicami, skrywaną miłość, zazdrość, nienawiść, kompleksy. Zupełnie przestaje być to serial dla dzieci, zmieniejąc się w z okrutną psychoanalizą. Zero Pokemonów. Do całości dochodzą mętne nawiązania do symboliki chrześcijańskiej i jakieś koszmarne motywy, nie wiem jakie – gnostyckie? Niektórzy widzowie mogą się zbuntować przeciwko niektórym scenom.

Świetny serial, jedno z lepszych anime, jakie znam. Chociaż momentami nieco za mocny, hm, artystycznie. Treść wydaje się głęboka, ale nieco przygasa pod natłokiem wszystkiego (szczególnie niezbyt zrozumiałej – jak rozumiem, dodanej ze względu na egzotyczność – mistyki).