Jerry Was a Man (2007)

jwamOdcinek serii „Masters of Science Fiction”, nadawanej na kablówkowym kanale AXN Sci-Fi. Odcinki są niezależne, każdy to ekranizacja utworu jednego ze znanych autorów sf.

Ten odcinek jest według opowiadania Roberta A. Heinleina, uznawanego za jednego z klasyków gatunku. Opowiadania z 1947 (!) roku, dotyczącego praw istot wytworzonych przez człowieka wskutek modyfikacji genetycznych. Tekstu Heinleina nie czytałem, film uwspółcześnia formę („drony”, półmechaniczne androidy ze zmodyfikowanym ludzkim DNA, bla bla bla), ale – jeśli wierzyć opisowi oryginału z wikipedii – wzbogaca główną myśl. W filmie bohater (sprawiający wrażenie mało skomplikowanej jednostki) „udowadnia” swoje człowieczeństwo poprzez ukazania wad typowo ludzkich – zdolności do kłamstwa i egoizmu w podstępnej postaci. Dodatkowo, mało subtelnie ale przynajmniej zabawnie, pokazano zepsucie „bogaczy przyszłości”, bawiących się towarzystwem genetycznie wytworzonych, „zabawnych”, zwierzątek. Całkiem udany film, nieźli aktorzy (Anne Heche, Malcolm McDowell), czas trwania serialowy (45 minut). Podobało mi się, ładna scenografia, ciekawe, bez zadęcia. Warto porównać z „Bicentennial Man” – tamten film pokazuje przypadek faktycznie ciekawy i wymagający, ten – w sumie nieco błahy i płaski, ale prostszy i przez to być może bardziej prawdopodobny.

Reklamy

The Lord of the Rings (1978)

lotr78Stosunkowo mało znana, animowana adaptacja dwóch pierwszych tomów „Władcy Pierścieni” Tolkiena. Pomimo sporej ilości zgrzytów, warta obejrzenia. Zgrzyty to głównie sporo problemów z fabułą i zbytnie zamieszanie w użytych stylach – różne postaci animowano różnymi technikami, czasem te same osoby w różnych scenach są tworzone bardziej lub mniej realistycznie (najwyraźniej bez uzasadnienia artystycznego). Tła niekiedy przypominają bajki o Myszce Miki. A od czasu do czasu dokument o halucynogenach. Niektóre sceny proszą się o więcej rozmachu.

Fajne rzeczy to częściowe użycie techniki rotoskopowej dla postaci (ludzie, konie, Orkowie) i chyba nietypowe jak na ten rodzaj filmu zabiegi stylistyczne. Fragmenty – szczególnie bitwy z Orkami i sceny z Nazgulami mogłyby funkcjonować jako obłędne teledyski „gotyckich” zespołów. Treść też zgadza się w głównych elementach z oryginałem, chociaż naturalnie można znaleźć w Sieci długie eseje ze złośliwą krytyką filmu, podzieloną na kolejne sceny. Film zebrał trochę kiepskich recenzji, co spowodowało podobno wycofanie się z nakręcenia drugiej części, odpowiadającej mniej więcej książkowemu „Powrotowi Króla”. Na końcu Hobbici nie wchodzą jeszcze do Mordoru, Gandalf pokonuje hordy Orków po scenie szarży na koniach, lektor coś mówi – że to na tyle a reszta w drugiej części – i koniec.

Chętni wyszukają sobie co trzeba na youtube. Legalność wątpliwa.

Peter Jackson w swoim dziele nawiązał kilkukrotnie do wersji Ralpha Bakshi. Jackson to rozmach i wspaniałość – ale i śmiertelnie poważne podejście do Tolkiena, Bakshi to nieco szaleńczej fantazji, momenty lekkości konwencji dla młodszych widzów – ale i smak filmu z innej rzeczywistości. Trzeba podejść do sprawy z lekkim dystansem i „otwartym umysłem”, inaczej animacja wyda się słaba. Dla mnie jest w miarę OK – niespecjalnie udana, ale z wieloma ciekawymi elementami.

lotr1

Neil Gaiman, „A Study in Emerald”

sieWspaniałe opowiadanie, łączące świat przygód Sherlocka Holmesa z mrokiem twórczości H. P. Lovecrafta. Opowiadanie dostępne nieodpłatnie i legalnie, zarówno w postaci PDF z ilustracjami stylizowanymi na początek XX wieku, jak i profesjonalnej książki audio, czytanej ładną angielszczyzną przez autora. Tak przeczytane, że przesłuchałem dwukrotnie (około 40 minut). Konwencja mocno skrzywiona, losy bohaterów zaplątane a nasz świat… już nie jest nasz.

Niezwykłe przecięcie dwóch fantazji, polecam – że tak banalnie powiem – z całego serca. Nagroda Hugo 2004 za najlepsze krótkie opowiadanie.

Colin Bateman, „Divorcing Jack” (1995)

colin_bateman

Colin Bateman

Zachwycony filmem („Gra słów” / „Fałszywy trop”) opartym o tę książkę – filmem z cudownym Davidem Thewlisem w roli głównej, filmem, który świetnie mi się oglądało kiedyś, o jakiejś fatalnie późnej porze, na TVP3 – przeczytałem powieść, na której oparto scenariusz. Fajne do poczytania, trochę trudnych słów (jakieś najwyraźniej irlandzkie idiomy) – ale niestety, bez rewelacji. Gorzki absurd filmu rozmył się, momentami powiało banałem przeciętnego kryminału. Są oczywiście świetne fragmenty, które zachęciły reżysera filmu, ale dopiero film wydobył głębię całości, a humor stał się bardziej soczysty.

Belfast jest chyba dobrym punktem wyjścia dla budowania fabuły, a bezsens wielu dramatycznych sytuacji nastraja do przemyśleń. Kilka uwag nt. polityki i terroryzmu. Ale przeważa element rozrywkowy. Czarny humor. Np. postać katolickiego księdza, którego odrzucili wierni. Bo księdzu przeszczepiono serce. Od protestanta.

Kilka próbek tekstu, inwencja autora mogła wznieść się nieco wyżej:

  • I woke up in a room with two corpses and a radio alarm which almost delivered a third.
  • When I was thirteen I woke up in the middle of the night and found my brother pissing in my typewriter case. I decided there and then that there must be something wonderful about alcohol.
  • The skinhead who shot at us. He had FTP written on his head (…) It stands for Fuck The Pope.

Postać bohatera zyskała głębię dzięki Thewlisowi (Jason Isaacs też zagrał co najmniej kompetentnie), tak więc film polecam. Nieco w telewizyjnym stylu, ale fajny. Książkę dla lekko znudzonych, zainteresowanych niezbyt ciążką lekturą.