Oblivion – wrażenia z gry

XBox 360 się zawiesił, pierwszy raz. Oblivion, kilkadziesiąt godzin grania (nie pod rząd, oczywiście). Wchodzę do pomieszczenia, równocześnie rzucając na siebie kilka zaklęć (wiem, brzmi to wyjątkowo frajersko). Jakaś postać zaczęła równocześnie coś do mnie gadać i maszynka stanęła, zwis totalny. Reset. Sytuacja się nie powtórzyła.

W miarę grania coraz bardziej podoba mi się system walki, widać np. że miecz dwuręczny ma większy zasięg, że wymaga więcej siły i ma większe opóźnienie. Uderzony przeciwnik może nawet przelecieć kilka metrów. Jak na razie, system dostosowujący poziom przeciwników do mojego działa, są trudniejsi do rozwalenia, ale nie niemożliwi.

Najwięcej uproszczeń w stosunku do Morrowinda jest w handlu i w rzeczach, związanych z przedmiotami. Nie można sprzedawać kilku przedmiotów naraz. „Inventory” jest uproszczone – bronie mają współczynnik, określający ich „poziom”, w Morrowindzie były to trzy parametry, zależne od zastosowania broni (kłucie, „rąbanie”, uderzenia poprzeczne – każde miało inny czas trwania, można było dostosować to do przeciwnika). Przy przewijaniu listy przedmiotów można przysnąć, a dla XBoxa nie ma rozszerzenia BTMod, które zmienia interfejs użytkownika. AI nadal nie jest najlepsze, chociaż jest postęp. Dla niektórych postaci wchodzenie w ścianę jest chyba bardziej kuszące od obejścia przeszkody.

Poza tym, wszystko raczej jest lepsze, chociaż współautor systemu rozgrywki twierdzi, że Morrowind był mniej „konsolowy” i chyba że miał więcej cech, typowych dla „papierowych” RPG.

Wkrótce spory update xboksowego softu, seria tańszych gier z XBoxa 1 (w tym Halo 2) oraz jakiś szajs, związany z telewizją internetową – znowu sposób, żeby wyrwać więcej kasy od userów. I dobrze, kto lubi TV, niech płaci :>

Reklamy

Xbox 360, c.d. wrażeń

Sprzęt jest pomyślany bardzo antypiracko, nie można np. na jego twardy dysk wgrywać mp3-ek (można je zripować z audio cd albo odtwarzać z podłączonego urządzenia USB), nie zadziałają kopie DVD z grami, format programów nie jest udostępniony (nie można uruchomić programu z PC ani nie ma środowiska do napisania własnego programu i np. odpalenia go z płyty). Można tylko kupować gry w sklepach, dla gier multplayer płacić za abonament tych gier i dodatkowo abonament xbox live (sieć MS dla xboxa), ciągnąć autoryzowane dema i dodatki z sieci MS (są nawet darmowe, ale nie należy spodziewać się rewelacji), kupować płatne dodatki i odpowiedniki biurowych gierek pod windows itp. Wszystkie informacje, co robimy, za naszą zgodą Microsoft gromadzi. Permanenta inwigilacja.

Jest już zhackowany firmware (napędu DVD), pozwala podobno na granie z kopii płyty, ale pewno łączenie się z nim do sieci Microsoftu to na razie zły pomysł. Zresztą, za dużo zachodu, złamanie gwarancji itp.

// Oblivion – c.d.
Po co są ubrania? W Morrowindzie można było założyć Zaklętą Koszulę Czegoś, Spodnie Lewitacji Cośtam, na to zbroję a na nią jakiś płaszcz. Tutaj można tylko jeden rodzaj na raz! Nie dość, że ogranicza to stworzenie ładnie (i nie-nudnie) wyglądającej postaci i obniża możliwości obłożenia jej wieloma fajnymi, zaklętymi przedmiotami, to jeszcze powoduje, że ubrania – ładnie zaprojektowane obiekty – stają się niepotrzebne!!!

Gra nieco się tnie na XBoxie, np. przy walce z wieloma przeciwnikami w otwartym terenie. Lipa. Widzę, że są bardziej złożone gry i chyba się tak ostro nie tną. W ogóle, widzę coraz bardziej, że chociaż Oblivion jest super, cały czas pod spodem jest silnik z Morrowinda. A to AI to totalna ściema. Ludzie potrafią łazić w miejscu przez kilka godzin, gadać do siebie cześć i do widzenia co minutę, gadać w kółko o tym samym. I przebierają się w zbroję w ciągu 2 sekund. Przeciwników w mieście można załatwić, wybiegając w kierunku straży. Kiedy przeciwnik wali mnie mieczem, straż go zabija. Bez pytań. W sumie, to ja mógłbym być tym złym!

Z zalet, które wyraźniej widzę – miasta są różnorodne i ładnie pomyślane, lokacje na otwartym terenie również, wyglądają całkiem naturalnie. Niektóre postaci są naprawdę bardzo ładne. Questy ciekawe. Sterowanie fajne, zaczynam widzieć sens w układaniu przedmiotów. Jeśli wszystko można przenieść (ma znaczenie nawet miejsce złapania przedmiotu), można całkiem ładnie i realistycznie sobie zorganizować bazę wypadową, np. poukładać broń na stojakach (pionowo). Trzeba tylko dużo cierpliwości, a potem uważać, żeby nie wpaść na ułożone obiekty, bo wszystko się rozsypie. No i można przeciągać zwłoki. I np. wrzucić je do wody albo ukryć w krzakach. Nieco wątpliwa atrakcja, ale jeśli ktoś gra złą postacią, to razem z takimi rzeczami jak skradanie się, bonus za atak z ukrycia itp – na pewno dodaje realizmu do całej sprawy.

God of Cookery

Świetny film Stephena Chow, chyba zaczynający serię – po nim był Shaolin Soccer, następnie Kung Fu Hustle. Schemat tych trzech filmów jest podobny – bohater, jego w jakiś sposób upośledzona/oszpecona dziewczyna (jak się na końcu okazuje, bardzo atrakcyjna), upadek bohatera, jego „powstanie” poprzez trening i końcowe uczestnictwo w jakimś pojedynku. Motywy religijne i interwencja sił nadprzyrodzonych. Doskonały, świeży, często chamski dowcip. Jakaś drużyna dziwaków (gang, drużyna piłkarska, mieszkańcy domu) i nieogolony facet, przebrany w sukienkę i dłubiący w nosie.

Facet powiela jeden wzór, ale bardzo kreatywnie.

Ten film jest o kucharzu – mistrzu i jego drodze do doskonałości w swoim fachu. Wspaniałe sceny przyrządzania potraw – estetyka jak w filmach kung fu, taka precyzja ruchów i absurdalna dokładność. Pomysły na potrawy też dość absurdalne, ale o to chodziło. Eksplodująco-Sikające Pulpeciki Wieprzowo-Krewetkowe i Ryba zszyta z trzech różnych ryb, z jednej strony gotowana, z drugiej smażona.

Charakteryzacja Karen Mok jest totalna – ona faktycznie wygląda całkiem ładnie, a na tym filmie jest koszmarna, ubiera się fatalnie i porusza okropnie. Nie poznałem jej normalnie. Moment, kiedy rozbija mięso na klopsiki jest szokujący (ależ ona brzydka, fuu). W Shaolin Soccer Vicky Zhao miała tylko jakąś wysypkę ale nie blizny, potwornie krzywe zęby i jakąś tłustą szopę na głowie…

Jak na tego reżysera, mało kung fu, ale wystarczy. Wiąże się z tym kilka doskonałych żartów – m. in. styl składanego krzesła (jedna z siedmiu najlepszych broni, dostępne w każdym domu, policja ci nie zabierze) i Klasztor Shaolin z jakimiś kompletnie szurniętymi Brązowymi Mnichami. Trochę żartów jest niesmacznych, ale zawsze są zabawne. Fajna scena oceniania potraw.

A na końcu Stephen okazuje się być Neo :)

Oblivion na Xbox 360

Dobra gra – opiszę w skrócie. Zalety (niby nie jest ich dużo więcej, ale mają „wyższy status”):

  1. Fabuła – główny wątek wydaje się nieco oklepany, ale te questy, które zacząłem były bardzo fajne i nawet niebanalne.
  2. Grafika – bardzo ładna, ale przejawia się najbardziej w efektach świetlnych – mamy odbicia na powierzchniach, efekty promieni słonecznych zza liści, itp. Super lasy i podziemia. Trawa, drzewa z pojedynczymi liśćmi, zróżnicowane roślinki na łąkach i świetne niebo. Dużo ładnych rozwiązań.
  3. Więcej dynamiki w podziemiach – pułapki, różne przełączniki, otwierane drzwi (często bardzo ładne, np. ażurowane albo wysadzane czymś błyszczącym)
  4. Muzyka i dźwięki – bardzo mi się podobają, jeszcze nie weszły do głowy, jak te z Morrowinda, ale są profesjonalne
  5. Lokacje – mapy i miasta wydają się lepsze, niż w Morrowindzie. Z wyjątkiem Imperial City, gdzie nie spojrzę – jakieś, kurde, mury.
  6. Walka – jeszcze się do końca nie przyzwyczaiłem do konsolowego manipulatora, ale trząchanie padem przy uderzeniu mieczem, odrzucenie od przeciwnika i oszołomienie przy trafieniu wygląda na postęp; zdaje mi się, że w Morrowindzie ciosy można było bardziej kontrolować (siekące lewo-prawo, zza głowy, itp) a tutaj operuje się nieco inaczej. Przeciwnicy stawiają opór i są uzależnieni od poziomu mojej postaci, co ma sens – w Morrowindzie moja rozbudowana postać mogła mordować całe wioski i nikt nie stawiał oporu, tutaj nie tylko będą mocniejsi, ale jeszcze rzucą się wszyscy naraz :)
  7. Wyposażenie – zbroje wyglądają ładnie (super błysk stali), bronie również; można aplikować truciznę na miecz. Informacje o parametrach np. broni – nieco mało czytelne (w Morro była jedna ramka z opisem, tu trzeba się gapić w kilka miejsc).
  8. GUI – częściowo po stronie zalet, częściowo wad. Dobrze rozwiązany system map i połączenie jej z questami. W Morrowindzie często gubiłem questa, bo opis był zbyt enigmatyczny i nie potrafiłem gdzieś dojść albo wrócić. Również kompas jest super. Skróty do czarów i przedmiotów też w porządku.

Wady:

  1. Czasy ładowania – potwornie długie (do kilkudziesięciu sekund) przy wchodzeniu do nowych lokacji. Jeśli wchodzimy gdzieś, gdzie przed chwilą byliśmy, jest szansa na brak przerwy w graniu.
  2. Grafika – widać dużo lewizny, np. twarze postaci często wyglądają fatalnie, widać łączenia głowy z tułowiem; wiele powierzchni jest zbyt błyszczących, nie wiadomo dlaczego; dalsze obiekty mają paskudne tekstury; brzydka woda pod powierzchnią; czasem jakieś obiekty się przenikają; dużo rzeczy wygląda „plastikowo”;
  3. Układanie przedmiotów. W Morrowindzie można było ułożyć dowolną konstrukcję i np. ładnie ułożyć bronie na półkach. Tutaj mamy rozbudowany (?) model fizyczny i nie tylko nie można zbalansować tarczy na butelce, ale nawet dobrze trafić tarczą na butelkę. Układanie przedmiotów jest po prostu w czasie rzeczywistym i trzeba wyjąć przedmiot (przed nami musi być wolne miejsce) i przeciągnąć go na miejsce. Wygląda to fajnie, koszula się zawija, melon stacza itp, ale ustawienie butelek rzędem na szafie jest niemożliwe, bo dowolny ruch trzącha wszystkim i cała konstrukcja się rozsypuje albo przemieszcza nie wiadomo gdzie
  4. AI – czy przejawem inteligencji trzech rycerzy, broniących Portalu, z Którego Ma Wyjść Zło Niszczące Świat jest opuszczenie posterunku i gonienie za jakimś kolesiem, który jednego z rycerzy pacnął po plerach? Widziałem też gościa, który wpadł do wody i usiłował „iść w ścianę portu”, zamiast wyleźć kilkanaście metrów dalej na brzeg. Może spotkałem trefne sytuacje i nie jest tak źle? Udało mi się skończyć jeden quest wyciągając złych kolesi w miejsce, gdzie jest dużo mobów, moby rozwaliły kolesi a ja zabrałem ich broń. Sensowne. Ale dlaczego całkiem drogiej broni nie zabrali ci, którzy zatłukli jej właścicieli? To, co na razie widziałem dobrego – jeśli chodzimy po czyimś mieszkaniu, właściciel chodzi za nami, a gdy jest za późno, mówi żebyśmy sobie już poszli. Fajne jest też, że ludzie rozmawiają ze sobą i można podsłuchać jakieś fakty czy podpowiedzi.
  5. Wydajność – nie ma co ukrywać, czasem się tnie. Przeważnie wynika to z doładowywania czegoś, ale w dużych lokacjach z jakimiś postaciami obracanie się powoduje zauważalny spadek framerate. Nie skacze jak żaba, ale trochę się łamie.
  6. Animacja postaci – najgorzej widać na przykładzie koni. One po prostu się jakoś obracają, zamiast zawracać. Postaci wychodzące z lokacji znikają, można to przyjąć, ale pozostaje niesmak.
  7. GUI – interfejs był robiony z myślą o konsoli i stąd wiele niedogodności. Mamy przewijaną listę przedmiotów, więc widać ich naraz kilka, a nie kilkadziesiąt (Morrowind). Dodatkowo, pomimo zdefiniowania, że jakiś przycisk ma działać do przenoszenia przedmiotów, działa on tak tylko „w świecie” – jeśli biorę przedmiot z listy przedmiotów, to muszę używać oryginalnie zdefiniowanego przycisku.