Częste frazy

W panelu administracyjnym do prowadzenia tych wszystkich stron na WordPressie można sobie pooglądać różne statystyki. W tym – co wpisały różne osoby, które wyszukiwarka później przekierowała na moje http://www. Jest to dość pouczające, a momentami również zabawne. Prezentuję co ciekawsze frazy:

  • wielki gonzo
  • anime porno naruto
  • drastyczne filmy z rzezni
  • czyje to stopy
  • świnka hrum hrum
  • czy lepiej czytac książkę czy oglądać film
  • przykłady drapieżnictwa zdjęcia
  • misie kture trzeba samemu robić
  • polski serial chłopiec w okularach
  • falszowanie odciskow palcow
  • czy można wgrać grę na xbox 360
  • fruwające kartki papieru
  • filmY DVD O POSCIGACH
  • krwawe ładne anime
  • sceny brutalnego zabójstwa w filmach
  • drastyczne zdjęcia psich walk
  • książka o homarach

Ponieważ należy od czasu do czasu dać publice to, czego sobie życzy, już za tydzień recenzja drastycznego porno anime o pościgach homarów i chłopców w okularach. W jednej ze scen (warto zwrócić uwagę na brutalnie fruwające kartki i misie do samodzielnego wykonania) przykład szokującego drapieżnictwa – świnka hrum hrum zostanie zaskoczona przez Wielkiego Gonzo podczas fałszowania odcisków palców.

Open’er Festiwal 2007

Będzie w skrócie. Podobało mi się. Miło połazić w błocie, pomieszkać w namiocie (polecam śpiwór Fjord Nansen Finmark) i nie myć się za bardzo. Piwo było drogie (6zł, tylko Heineken) i własnego alhokolu wnosić nie wolno. Żarcie na miejscu drogie, lepiej było się zaopatrzyć w pobliskim (jakieś 2-3km) sklepie w pasztet. Cały handel oparty o jakieś durne kupony – cena wszystkiego była (przeważnie zbyt dużą) wielokrotnością 3zł.

Niestety, nie obejrzałem Bjork (coś się słabo czułem). Ale koncert Sonic Youth, rewelacja. Polecam też Freeform Five i może Block Party. Muse nieco za dużo kolorów i migania (chociaż lubię, jak jest kolorowo i migają fajne rzeczy) a za mało grania i dźwięk jakiś słaby był – na 100% pewno tylko tam, gdzie stałem… Beastie Boys grają dobrze, chociaż trochę czuć ich rutynę („spontaniczne” teksty na pewno wkuwają z kartek przed trasą). Z polskich rzeczy – Apteka (deklamacje mnie nieco irytowały, ale gitarowo było świetnie) i bardzo ostre The Poise Rite (chłopcy rockowi w najlepszym stylu).

No i tyle.

Trójmiasto mi się podobało, Gdańsk nawet bardzo.

Pozdrawiam wszystkich.

„Getting Things Done”

Zainteresowałem się hasłem, które przewija się przez internetowe strony, poświęcone „nowym trendom”, ciekawemu oprogramowaniu i innym bajerom. Hasło to GTD, czyli Getting Things Done. Jest to rodzaj metody lub filozofii (nieco za mocne słowo) organizowania sobie czasu i zarządzania rzeczami, które trzeba zrobić. Takiego zarządzania, żeby nie mieć wrażenia, że coś się robi źle, że się jest w złym miejscu, itp.

Poświęciłem się i przeczytałem książkę. Wydaje mi się, że wdrożyłem elementy metody w pracy i w celach edukacyjnych. Może się to wydawać śmieszne, ale jeśli zdarza się, że jednego dnia zapisuję sobie w pracy 20-30 rzeczy, które trzeba zrobić, sprawy mogą się wymknąć spod kontroli. Podział tych czynności i podejście do nich, sugerowane przez autora, pomagają w pracy. Przykładowo, lista projektów semestralnych i powiązane z nimi, najbliższe czynności, pozwalają lepiej zaplanować sobie, kiedy coś zrobić. Nie jest oczywiście powiedziane, że będzie mi się chciało robić cokolwiek z tych rzeczy :)

OK, czas na wnioski z lektury:

a) Generalnie rzecz biorąc, jest tam dużo mądrych myśli. Ludziom przychodzą do głowy różne bzdury, od których często nie mogą się uwolnić. Dobrze jest je zapisać i poddać po jakimś czasie – np. podczas dziennego przeglądu – „przepływowi pracy” (workflow):

  • przekształcić je na czynności, które można wykonać. Czyli: nie ogólne – oddać rower do naprawy, ale – znaleźć w necie adresy bliskich warsztatów, zadzwonić i spytać się o ceny usług (podział na czynności do wykonania)
  • albo określić, że jest to coś, co „musi czekać” i zdefiniować „wyzwalacz” czynności (naprawa radia – czekam na telefon z warsztatu)
  • albo „zahibernować” – odsunąć na później, do przemyślenia – „uwolnić się” od sprawy
  • albo delegować (ktoś inny na pewno chętnie to zrobi ;) )
  • albo wywalić – kosz, niszczarka, bye-bye

Jeśli coś zaplanowanego zajmie niewiele czasu – np. ok. 10 minut – należy to zrobić natychmiast.
b) Używanie kalendarza do planowania czynności, które nie są przywiązane do daty, jest błędem. Lepsze jest stworzenie list, związanych z określonymi grupami czynności („projekty”, „do zrobienia”, „czekam na”, itp); nie należy rozbijać systemu, np. na palmtopa, kalendarz, notes itp. Wiedza musi być zwarta, musimy ufać temu, co mamy, możemy wtedy się skoncentrować na tym, co jest do zrobienia.

c) Należy zwracać uwagę na czynności, które się wykonuje na tle swojego życia lub jego fragmentu. Co robię teraz. Jak to wpływa na moje plany na następny tydzień. Rok. Dekadę. Życie. Nieco paranoiczne, ale może faktycznie działać motywująco.

d) Nieco krytyki. GTD jest metodą przereklamowaną, rodzajem marketingowej wydmuszki, lokomotywą, ciągnąca autora, jego książki, wykłady i kursy dla uczestników Wyścigu Szczurów – którzy żyją z kompleksami, że nie uda im się wygenerować maksymalnego zysku dla swojej ukochanej firmy (że być może dożyją do 40-stki – potem zorientują się, że coś tu nie gra i wyjadą na wieś, założyć piekarnię albo cmentarz dla zwierząt). Książka jest za długa, pełna powtórzeń i parareligijnego zachwytu, chyba typowego dla poradników, przeznaczonych dla mas. Towarzyszy jej dziwaczny ruch wśród internautów – wielokrotnie wpadałem na strony, pełne zachwytu i deklaracji, że ktoś przeczytał książkę dwa razy, przesłuchał ją w wersji audio i był na kursach autora. Choroba,  normalnie. I chyba wyjątkowo zręczna promocja. Co do autora (D. Allen) –  jest potwornym nudziarzem i megalomanem. Chyba pół rozdziału poświęca jakimś cholernym szafkom na dokumenty – jakieś są lepsze, jakieś są gorsze i Nie Kupujcie Ich. I teksty w stylu: Wielokrotnie, Podczas Moich Wykładów Ludzie Stwierdzali… Większość Moich Klientów Podczas Indywidualnych Kursów z Zaskoczeniem Zauważało… I tym podobne. Towarzystwo tego gościa to chyba uniwersalny środek nasenny.

Myślę, że lektura to strata czasu. Wystarczają streszczenia książki. Wyciągają z niej cały geniusz (jest go odrobinę) i pozbawiają histerii.

  • Polecam blog „Stifflog”, gdzie chyba można się dowiedzieć wszystkiego, co trzeba: tutaj (zacząć „od końca”, czyli chronologicznie).
  • Wstęp do „systemu” na stronach 43 Folders

(grafika: „The True Nightingale Sings to the Emperor” – Henry Justice Ford)

Reklama


Kofex – przyjaciel każdego studenta, 1 cukierek = 40mg kofeiny. Trochę więcej, niż w coli i trochę mniej, niż w połowie mocnej kawy.

Tak przy okazji – angielska wikipedia zawiera bardzo dobry artykuł o kofeinie – tutaj. Duże wrażenie robią fantazyjne pajęczyny, tkane przez pająki pod wpływem tego dobroczynnego środka.