D. H. Lawrence „Tickets, please!” (1919)

Z powodu przejściowego braku czasu czytam mało. Żeby jednak do końca nie zgłupieć zapoznaję się z kilkoma krótkimi opowiadaniami, dla odmiany w formie tekstu, a nie audiobooków. Przejściowe pragnienie ciszy, że tak lirycznie to określę. Po angielsku, w dalszym ciągu, żeby rozwijać się jakoś. Mimo wszystko.

„Tickets, please!” jest świetnym opowiadaniem (gdyby nie było świetne, raczej bym się nie wysilał). Krótkie – bardzo. Surowe w treści, eleganckie w formie.

Nie znam się tak naprawdę na literaturze, więc nie powiem czy to realizm czy inny modernizm… Prosty, ale precyzyjnie napisany utwór o grupie osób związanych z podmiejskim tramwajem, czy też trolejbusem – egzotyczne to nieco… Świat drobnych ludzkich spraw, wieczornych potańcówek i podrywaczy z wąsikiem, w mało subtelny sposób polujących na kontrolerki biletów. Nie wiem, z czym porównać… Odrobinę jakby nasz Hłasko może…

Króciutkie, ale to nie największa z zalet utworu :)

Pseudopodium – tekst opowiadania

Reklamy

Adam Cadre, „Photopia” (1998)

Niekonwencjonalna książka, ale jednak książka. „Obleczona” w postać gry, i to do tego bez grafiki. Sam tekst. Tak, jeszcze takie robią. Tak zwane interactive fiction.

„Will you read me a story?”

„Read you a story? What fun would that be? I’ve got a better idea: let’s tell a story together.”

Rzadki przypadek – gra, która reprezentuje wysoki poziom literacki. Mnie na początku kojarzyła się z tym i owym utworem, ale nie warto dokonywać takich porównań. Warto zagrać.

Dość rzadko współcześnie spotykane medium, i do tego wykorzystane nietypowo. Gra tekstowa, a więc głównie czytamy. Interaktywna, więc mamy wpływ na bohatera. Wpływ jest jednak dość pozorny – fabuła jest liniowa, ale przez zaangażowanie w nią, przez możliwość „oglądania” rzeczywistości (look at the tree, examine crystal, talk to John) – dociera do czytelnika w sposób inny od książki, może momentami głębszy. W interesujący sposób wprowadzono elementy filmu – przerywniki, oddzielające sceny – kolory -których znaczenie ukazuje się dopiero na końcu, zamykającym utwór w sposób mistrzowski, ale wcale nie dający satysfakcji ze „skończonej gry”.

RED

Podczas opowiadania przenosimy się między postaciami, powiązanymi regułami, których na początku nie rozumiemy. Zazwyczaj, w takich grach trzeba sobie rysować mapy. Tutaj jest to zbędne. Rządzi fabuła, mamy się zagłębić w nią, a nie od niej odrywać.

GREEN

Pod pewnymi względami nie jest to gra, jest to opowiadanie w formie podobnej do gry… Niby gramy, ale nie możemy wiele zmienić. Poznajemy postaci, rozmawiamy z nimi, uczestniczymy w różnych momentach ich życia. Ale czy możemy pomóc, czy możemy zmienić ich los? Kiedy wszystkie elementy wskoczyły na moje miejsce i dotarło do mnie, co się właściwie stało, uruchomiłem ponownie grę, żeby rozegrać ją „właściwie”. Poprowadziłem fabułę nieco inaczej, ale główne zdarzenie, które jest osią opowiadania, pozostało bez zmian. Ku mojej głębokiej frustracji. I pogłębieniu zrozumienia zamysłu autora.

> PRESS BLUE BUTTON

Wstrząsająco podana treść, oparta o własne przeżycia autora i inspirowana literaturą, filmem i grami typu interactive fiction. Sama gra jest uznawana za jedną z najciekawszych w swoim gatunku. Zasadnie.

Jak „zagrać”? Najprościej ściągnąć grę ze strony autora (link „Download Photopia 2.01 for Windows”), są też inne wersje. Przy pierwszym uruchomieniu można przeczytać instrukcję. Zrobić to. „Zagrać”. Po skończeniu dać sobie czas na otrząśnięcie się.

F. Scott Fitzgerald, „A Curious Case of Benjamin Button” (1922)

fsf

Nie obejrzałem filmu, ale kiedyś czytałem o tym opowiadaniu. Więc się za nie zabrałem. Słusznie, jak się okazało.

Film też obejrzę, tym bardziej że reżyserował David Fincher. Fabuła jednak podobno różni się znacznie, zachowano głównie sam pomysł „odwrotnego starzenia się”.

Książeczka absolutnie, doskonale genialna. Lekka ironia, jakby trochę rosyjski humor (tak mi się kojarzy), głęboka mądrość i zakończenie, które w mocny sposób pokazuje, że zasada życia i to, jak przebiega, pomimo różnic między ludźmi, jest jedna. Benjamin, rodząc się jako starzec, a w miarę upływu czasu młodniejąc, odbywa drogę niby inną od naszej, ale jednak wstrząsająco podobną. „Zniedołężnienie”, postępujące wskutek jego odmłodzenia i tego, jak przestaje rozumieć otoczenie, stosunki z rodziną, do której nie dociera cała sytuacja – wszystko jest opisane w sposób wybitny.

Literatura „mainstreamowa”, ale jednak bliska… hm…  science fiction. Wzięto jeden element rzeczywistości, zmieniono go do absurdu, a potem z żelazną logiką poprowadzono całość – konsekwentnie i do przykrego końca.

Kto nie czytał, niech żałuje. Geniusz, geniusz. Taki krótki utwór, a taki zarąbisty.

Ładny język angielski – nie wiem, czy jest polskie tłumaczenie. Wersja audio jest na Librivox – link poniżej – ale tym razem skusiłem się na literki zamiast dźwięków. Polecam, polecam. Na pewno będę jeszcze czytał tego gościa.