„Wild Bunch” (1969)

twbQuentin Tarantino chciałby pewno nakręcić ten film. Niestety, może co najwyżej cytować – tego nie da się powtórzyć. Genialne, po prostu czyste arcydzieło. Sam Peckinpah to mistrz.

Tytułowa „dzika banda” to grupa przestępców – rabują i zabijają. Ale dobro i zło w tym filmie miesza się w szczególny sposób. Po władzy spodziewajcie się bezwzględności i okrucieństwa, po bandytach elementów moralności i honoru. Widzę ten film jako „Siedmiu samurajów” w krzywym zwierciadle (obrzydliwe wyrażenie, ale nie mam pomysłu jak to inaczej ująć) – bardziej życiowo, bardziej okrutnie i dosadnie.

Mocne sceny – zaczynając od początkowej (dzieci, bawiące się skorpionem jako zapowiedź elementów fabuły). Najlepsze są momenty związane z „generałem” i partyzantką przeciw jego władzy. Końcowe sceny to jedna z najkrwawszych i bardziej dramatycznych walk, jakie widziałem w westernach.

Reklamy

„Hang ‚Em High” (1968)

hehW polskim tłumaczeniu – „Powiesić go wysoko”. Niech będzie, chociaż  ’em wskazywałoby raczej na „ich”, niż „go”. Whatever.

Bardzo dobry western z Clintem Eastwoodem, w innej konwencji niż filmy Sergio Leone, ale ogląda się super. Clintowi udaje się z trudem umknąć śmierci na stryczku i zatrudnia się jako element wymiaru sprawiedliwości, żeby znaleźć uczestników linczu.

Western z mocnymi elementami psychologicznymi. Inspiruje przemyślenia na temat osobistych motywów, stojących za władzą.

Wg mnie to „pozycja obowiązkowa” dla osób, lubiących Eastwooda i porządne klasyczne kino.