Edgar Rice Burroughs, „At the Earth’s Core” (1914)

Następna książka E. R. Burroughsa, autora m. in. „Tarzana” i „Księżniczki z Marsa”. Pulp fiction fantasy, miła rozrywka. Napisana ładnym angielskim literatura popularna z początku wieku – do której czytania naturalnie nie należy się przyznawać w towarzystwie które rozmawia o Kulturze i Literaturze.

Autor trzaskał kolejne powieści według podobnego schematu, traktując pisarstwo ewidentnie zarobkowo, ale z troską o jakość produktu. Momentami zdarzają się przemyślenia, refleksje i komentarze, co nie zakłóca eleganckiej rozrywki i heroicznych wyczynów niejakiego Davida.

Ładny angielski.

As I turned, romance, adventure, and discovery in the abstract took wing before the terrible embodiment of all three in concrete form that I beheld advancing upon me.

[…]

A single glance at the thing was sufficient to assure me that I was facing one of those long-extinct, prehistoric creatures whose fossilized remains are found within the outer crust as far back as the Triassic formation, a gigantic labyrinthodon. And there I was, unarmed, and, with the exception of a loin cloth, as naked as I had come into the world. I could imagine how my first ancestor felt that distant, prehistoric morn that he encountered for the first time the terrifying progenitor of the thing that had me cornered now beside the restless, mysterious sea.

O co chodzi?

Dwóch mężczyzn wsiada w specjalny pojazd (coś jakby wkrętak Papcia Chmiela – znany z komiksu o Tytusie) i wwierca się w naszą planetę, by nieść kaganek oświaty dzikim ludom. Jeśli ludy nie będą miały ochoty zostać oświecone, zostaną wybite – dzięki wspaniałym wynalazkom z powierzchni Ziemi!

Jeśli ktoś nie wie – Ziemia jest pusta w środku, ze słońcem umieszczonym w centralnym punkcie. Na wewnętrznej powierzchni sfery jest świat nieco podobny do tego z naszych czasów prehistorycznych, z inteligentnymi dinozaurami jako rasą panującą, przerażającymi stworami i pięknymi panienkami o które trzeba się bić na śmierć i życie.

Jakiś ktoś w Wikipedii sugeruje, że fragmenty tej książki mogła być inspiracją dla „At the Mountains of Madness” Lovecrafta. Ciężko powiedzieć.

Reklamy

Michel Houellebecq, „Poszerzenie pola walki” (1995)

Każdy może sobie ponarzekać, mieszając własne niezadowolenie z różnymi obserwacjami. Rzeczywistość wydaje się czasem zła i banalna. Nikt mnie nie lubi, ludzie są głupi, ktoś mnie potrącił w autobusie, sąsiadka znowu coś przyniosła ze śmietnika a biały pudel faceta z drugiego piętra wymiotuje na balkonie. Jest mi smutno.

Proste do wykonania.

Trzeba jednak posiadać jakiś element geniuszu, żeby kogokolwiek zainteresować narzekaniem. W literaturze narzekanie musi być konstruktywne. Mieszanie ludzkości z błotem powinno prowadzić do jakichś wniosków. Pisarz to prowokator, ale i przewodnik. Houellebecq jest w tym niezły.

Książka audio wyprodukowana bardzo dobrze, fragmenty prawidłowo otagowane. Nowe rozdziały rozpoczynają się smutnym motywem muzycznym – całkiem na miejscu :) Lektor (Leszek Filipowicz) OK – chociaż wolałbym pewno Marka Kondrata (tak ładnie czytał „Złego” Tyrmanda)…

Nie znam francuskiego, więc nie porównam „Poszerzenia pola walki” z oryginałem, ale parę razy coś mi nie zabrzmiało dobrze. Jakieś niezręczne sformułowania. Może to przewrażliwienie i tendencja do narzekania, wynikająca z samej powieści. A może niedoskonałe tłumaczenie?

Słownictwo często poraża swoją dosłownością i cynizmem. Książka dla dorosłych. „Mechaniczną pomarańcza”. Potencjalny Alex. Tyle, że bez kolegów i bez fascynacji muzyką.

Akcja powieści dzieje się we Francji. Trzydziestoletni bohater. Życie towarzyskie umiarkowane. Po czwartym kieliszku wódki idzie się położyć, a potem robi mu się niedobrze. W jego życiu entuzjazm do czegokolwiek jest bliski zera. Czasem się ożywia i w chwilowym natchnieniu pisze przeładowane językowo bajki o zwierzętach, chyba wzorowane na Schopenhauerze…. Dokonuje okrutnych obserwacji, zauważając w innych brzydotę, mierność i mało budujące instynkty. Nic, co by pozwalało na wiarę w Ludzkość, Piękno, Braterstwo itp. Bawi się w chłodne eksperymenty na swoim otoczeniu. Dawniej próbował rozpoznawać zachowania nieaktrakcyjnej dziewczyny, teraz próbuje nakłonić kogoś do zabójstwa. Nic nie porusza w nim jakiejś głębszej struny, wydaje się być głęboko uszkodzony. Bez kontaktu z drugim człowiekiem – kontaktu, który jest blokowany przez patalogiczny dystans do wszystkiego – nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Próbuje popełnić samobójstwo. Czasem chce gdzieś wyjechać. Wspomina czasem byłą dziewczynę – czy też może żonę? Najwyraźniej nic z tego nie wyszło…

Praca pogłębia tylko jego izolację, prowadząc do depresji. Pracuje w firmie, tworzącej oprogramowanie, prowadzi szkolenia, użera się z klientami. Nie wierzy w użyteczność swojej pracy – jak mówi, oprogramowanie tylko mnoży informacje. A więcej informacji to ostatnia rzecz, jakiej nam potrzeba. Czy życie w przeładowanym informacją świecie, gdzie – według niego – pieniądz i seks są dwoma głównymi wyznacznikami sukcesu i nowym sposobem na podział ludzkości – czy to może mieć sens?

Jak na powieść debiutancką, jest to niezłe, ale raczej nie wybitne. Bohater odpychający ale i budzący współczucie – jednostka obojętna, od czasu do czasu jakimś anarchistycznym aktem próbująca zburzyć coś, co i tak nie ma dla niej znaczenia. Może przydałoby się więcej symboli. Coś oryginalnego. Jak u Camusa lub Kafki. Zamek, klatka, jakaś dżuma czy może narzędzie tortur… A tutaj – nic. Możnaby powiedzieć: „gdy Gregor Samsa obudził się pewnego poranka z niespokojnych snów, stwierdził, że nic się nie zmieniło – i że znowu musi iść do pracy”. I tak się zdarza.

Dziękuję audiobook.pl za udostępnienie książki.