Stanisław Lem: „Kongres futurologiczny”

Nie opisuję książki, bo jak ktoś nie zna a lubi sf, to może powinien przeczytać. A przynajmniej, zanim zacznie się zachwycać fenomenem rzeczywistości w Matriksie. Piętrowa, halucynacyjna, pełna ironii książka Lema. Jedna z lepszych.

Rewelacja jest taka, że w kolekcji (nie cierpię kolekcji w gazetach… to jest jeden z wyjątków) „Mistrzowie Słowa” GW wypuściła tę książkę na płytce. Mp3. Czyta Adam Ferency, zupełnie dobrze (chociaż spodziewałem się lepszej interpretacji, początek jest jakiś bez przekonania). Czytałem ostatnio z rok temu, ale jak kupiłem, to musiałem posłuchać. Niedługo skończę :)

Reklamy

Isaac Asimov – „Caves of Steel” i „Someday”

Dwa świetne utwory nieszczególnie przeze mnie znanego klasyka sf – czytałem oczywiście jakieś zbiorki opowiadań („Ja, Robot”) i coś z serii „Fundacja”, ale zawsze wolałem „mocne” rzeczy P. K. Dicka, Lema, Franka Herberta czy dużo lżejszych Robert Sheckleya i (przeważnie rozrywkowego) Harrego Harrisona. Asimov jest zaliczany (oprócz niego – Robert A. Heinlein i Arthur C. Clarke) do „wielkiej trójki” sf, której najwyraźniej nie poznałem wystarczająco dobrze. Czytałem ich kiedyś, ale zapomniałem. Czyli, nie zrobili na mnie wrażenia. Pewno byłem za młody.

Polecam książkę „Caves of Steel” („Pozytonowy detektyw” / „Pozytronowy detektyw”). Znalazłem adaptację w postaci słuchowiska, bardzo mi się spodobała. Nasuwają się natychmiastowe skojarzenia z „Blade Runnerem”. Atmosfera zdegenerowanej, zniszczonej Ziemi, niechęć do robotów i obawa przed zajęciem przez nie miejsca człowieka; detektyw, prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa, plączący się w domysłach co do roli androidów i co do prawdziwości osób i zdarzeń. Style są różne. Dick jest bardziej przerażający, u Asimova występuje pozytywne zakończenie i klasyczny morał, a cała fabuła nie jest koszmarnie poplątana (przynajmniej w tym opowiadaniu, he he). Dick cierpiał na eksplozję pomysłów, wszystkie paranoiczne, splątane same ze sobą, często pozostawiające czytelnika w szoku. Asimov stara się chyba raczej porządkować i budować, stawia problemy i proponuje rozwiązania. Poczytam go więcej, to może się wypowiem  mądrzej.

Drugi utwór to opowiadanie „Someday” – słabo się zaczyna, ale rozwija doskonale, opowiadając o konsekwencjach automatyzacji życia codziennego i postępującym za tym spadku poziomu edukacji. Jeśli komputer nam coś obliczy, to po co mamy liczyć? Jeśli nam przeczyta, to po co mamy czytać? W lekkiej formie poruszone są tu całkiem poważne sprawy, można potem sobie nawet pomyśleć o życiowych wnioskach. Czy idiotyczne „kopiuj – wklej”, nastawienie na wyniki, bez zrozumienia metody (a czasem sensu czynności),  nie będzie postępowało? Jak rozwinie się „komputer jako proteza mózgu”?

Science fiction jest chyba wciąż zbyt niedoceniane… Tyle świetnych pomysłów, kurde no. Czytajcie więcej sf.

E. A. Poe wizualnie

Jeśli ktoś nie zna – polecam zapoznać się z dorobkiem świetnego ilustratora: Harry Clarke – ilustracje m. in. do  „Tales of Mistery and Imagination” E. A. Poe – tutaj. Jak ktoś słusznie napisał – „Warning: Some of Clarke’s images may be disturbing for young or sensitive viewers.” May be, indeed.

Inni ilustratorzy utworów Poe to np. Gustave Dore, Edouard Manet czy John Tenniel. Albo Beardsley. Wstyd nie znać…

Może jeszcze dodatek – krótkometrażówka Tima Burtona „Vincent”, bardzo przyjemna, atrakcyjna graficznie i nawiązująca do utworów Poego. Dobra rzecz.