„Grindhouse, vol. II: Planet Terror”

Tak jest. Laska z karabinem zamiast nogi. Do tego, zombie, krew, paskudztwo, świństwo i obrzydlistwo. Oraz bardzo dobra zabawa, specyficzny humor, do jakiego przyzwyczaił już nas (mnie) Rodriguez w „Od zmierzchu do świtu”. Facet radośnie czerpie garściami z filmów o zombie (noce żywych trupów itp. martwice mózgu) – filmów, które chyba razem z Tarantino znają na wylot. Ja nie miałbym cierpliwości, żeby obejrzeć tyle – pardon le mot – syfu. A wypożyczalnie w mojej okolicy zawsze miały do zaoferowania coś ciekawszego. Na szczęście, Rodriguez potrafi chyba cały gatunek zreferować, zawrzeć w jednym filmie, poddać postmodernistycznej obróbce i dogłębnej krytyce (może bez przesady). I można sobie obejrzeć jego „Planet Terror”, element dwuczęściowego „Grindhouse”, świadomego gniota, żywiącego się amerykańską kulturą bardzo popularną. Quentin upodobał sobie film o pościgach samochodowych, Robert wziął na warsztat film gore z chodzącymi trupami w rolach głównych. Czemu nie? Chłopaki są tak rozpieszczani, że mogą kręcić co chcą – bawią się świetnie a ludzie i tak pójdą do kina.

Jest w tym wszystkim coś niepokojącego. Czy potrafiliby zrobić doskonały, piękny film? Nie parodię, nie postmodernistyczne, rozpaciane coś, ale spójne, klasyczne kino? Może potrafią tylko ośmieszać coś, co tak naprawdę przestało być aktualne, bo filmów, które chłopaki oglądali nikt już nie zna? W pewnym momencie filmu Tarantino porównuje główną bohaterkę do Avy Gardner. Kto wie, kim była? Ja już słabo kojarzę, a nowe pokolenie już chyba nie, bo zaczynamy znać klasykę wyłącznie z cytatów – „Psychoza” to scena pod prysznicem, którą rozpoznajemy, bo jest cytowana w wielu filmach (głównie komediach, jako obowiązkowa scena łazienkowa). Bez edukacji filmowej praca chłopaków od „Grindhouse” traci nieco sens.

rmg.jpg Piękna (proszę bez dyskusji) Rose McGowan jest jednym z ważniejszych czynników, podnoszących jakość filmu. Plotka (nareszcie!) głosi, że reżyser miał z nią romans. Brawo, Robert! Rose jest podstawową atrakcją tego filmu, czarująca, zabawna i w ogóle. I ślicznie tańczy na początku. To właściwie najlepsza scena filmu, jak się tak zastanowię. Dziewczyna jest w pewnych scenach tak gorąca, że nawet taśma filmowa tego nie wytrzymuje.

Teraz o filmie… Hm… no więc mamy inwazję zombie, wyjadających mózgi i infekujących otoczenie. Rose jest tancerką, której zombie wyrywają nogę, z czego wyniknie mnóstwo nieśmiesznych żartów. Mam nadzieję, że celowo nieśmiesznych. Oraz kilka głupich, ale dobrych – w swoim rodzaju (końcowe sceny bitewne, wykorzystujące jako rekwizyt protezę z karabinu z granatnikiem). Bruce Willis jest dodatkowym złym bohaterem. Dobrym bohaterem jest jeden koleś (chyba syn reżysera), który ciągle rozwala zombie na kawałki. Zombie eksplodują, rozpadają się, ktoś je rozjeżdża, prawidłowo – jak to się robi z zombie. Są sobie też różni poboczni bohaterowie, jak to zwykle w takich filmach. Coś się z nimi dzieje, ale generalnie nie ma to znaczenia… Liczy się zabawa konwencją, jak zawsze. Rozrywka, brak refleksji, itp. Czy uda się uratować Ziemię przed chodzącym Złem? Who cares….

Polecam fanom zabaw filmowych, podobało mi się.

Linki:

  • Polska oficjalna strona (jakoś nie bardzo mi działa) – tu
  • Stopklatka.pl – krótki opis, galeria, zwiastuny
  • Mój wcześniejszy opis „Grindhouse: Deathproof” – tutaj
Reklamy

„Grindhouse, vol. I – The Death Proof”

Nowy film Tarantino, w USA wyświetlany jako jeden seans, razem z „Planet Terror” Rodrigueza. W naszym kraj pokazywane są osobno, premiera drugiego „segmentu” chyba za jakiś miesiąc. Bardzo nieładnie się u nas traktuje widzów – tak to odbieram.

Słowa kluczowe, jakie serwis IMDB przypisał temu filmowi to m. in. Lap Dance, Serial Killer, Car Accident oraz Car Chase. Bardzo słusznie. Film daje widzom właśnie to. W nadmiarze, tandetnie, krwawo, szybko, seksownie, przekolorowanie, idiotycznie, wspaniale, okrutnie i zabawnie. Ładne zdjęcia są czasem „niszczone” schematycznymi ujęciami i nagłymi „błędami” montażu. Żart montażowy to dość rzadki zabieg, Quentin w nim wyraźnie zasmakował – mnie się to bardzo podoba. „Wyeksploatowana” taśma filmowa, motywy graficzne i muzyka z lat 70-tych, wiele idiotycznych dialogów (gorsze od seriali dla młodzieży)  i fragmenty „starych” filmów lub reklamówek dopełniają efektu.

Podobno są jeszcze jakieś zajawki nieistniejących filmów, m. in. „Kobiety – Wilkołaki z SS” (Nicolas Cage jako Fu Manchu)…. Mam nadzieję, że będą je wyświetlali u nas razem z „Planet Terror”.

Kurt Russell jako niby – kaskader, ścigający i zabijający dziewczyny.

Dziewczyny (przeważnie fajne) – niektóre giną w okrutny sposób, niektóre przeżywają. Kim jest naprawdę psychopata? Kto przeżyje? Czy zło zostanie ukarane? Co zrobi Zoe, kaskaderka, dublująca poprzednio Umę Thurman w „Kill Bill” (tutaj jako pełnoprawna aktorka)?

No i wreszcie – czyje nagie stopy obejrzymy w tym filmie i co się z nimi stanie?

Pościgi samochodowe są naprawdę dobre, bardzo stylowe, w świetnych sceneriach, chyba nawet realistyczne. Postaci wspominają o filmach, w których są wzorcowe sceny z autami. M. in. „Znikający punkt” i „60 sekund” – „ale to oryginalne, a nie gniot z Angeliną Jolie” :)

Jest jeszcze drugie dno filmu – dostajemy, czego chcemy, przykra może być świadomość, czego chcemy. Ostatnia scena – dokładna kopia filmu kung-fu (ale bez kung-fu) pięknie domyka cały film.