Trochę opowiadań

Czego ostatnio słuchałem z książek audio w języku English.

  • Philip K. Dick, „We Can Remember It for You, Wholesale” (1966) – wspaniałe, jak zawsze (bo znałem wcześniej). Dość ekscentyczny film „Total Recall” był niezwykle rozwinięty w stosunku do opowiadania (w sumie, świetnie dopasowany do szaleńczo – tandentego klimatu utworu), ale pozbawiony genialnej końcówki, „zawijającej” fabułę w typowy dla autora sposób
  • Rudyard Kipling, „Mark of the Beast” – 30 minut eleganckiej prozy w egzotycznych klimatach Indii; piękny styl Kiplinga, uwielbiam go. Dobra librivoxowa interpretacja – dostępne na Librivox
  • H. P. Lovecraft, „Crawling Chaos” – jak to się mówi, „utrzymane w konwencji koszmaru sennego”, fantazyjne bzdety ;) w ładnej oprawie i interpretacji. Dostępne na Librivox

P. K. Dick: „Paycheck”

Przypomniałem sobie to niezłe opowiadanie. W dalszym ciągu jest niezłe. Film, który nakręcił John Woo da się oglądać, wprowadza kilka dodatkowych wątków (więcej biegania i wybuchów oraz cała romantyczność z przemiłą Umą Thurman) i nie przypominam sobie umieszczenia w nim elementów „antyutopijnych” (firma, szykująca się do wojny z totalitaryzmem) – może były?

Mamy tu jeden z tematów, które autor bardzo szczęśliwie eksploatował – „zapętlanie się” czasu i wpływanie na przyszłość. Kilka zwyczajnych przedmiotów, które bohater zachowuje po dziwnym zleceniu, ratuje mu życie. Jeden z wielu utworów Dicka, które opierają się na jednym, chociaż oryginalnym i mind bending pomyśle. Dobre science-fiction. Wątpliwa może jest motywacja oraz metody działania bohatera w końcowych scenach, ale nie oszukujmy się – to literatura rozrywkowa, a autor wolał zajmować się fabułą, niż psychologią postaci.

Język angielski Dicka jest przeze mnie dość dobrze przyswajalny, średnio zaawansowane słownictwo, najwyżej kilka nieznanych słów. I bardzo dobrze. Zresztą, u niego najważniejszy jest pomysł. Jeśli jest dobry to bez problemu mogę wybaczyć różne ewentualne usterki, czy momentami zbyt prosty styl.

A Scanner Darkly

Adaptacja powieści Philipa K. Dicka, animowany film zrobiony z fabularnego techniką rotoskopową. Co prawda, wspomagany odpowiednim oprogramowaniem. Plastycznie wspaniały. Na szczęście, nie tylko plastycznie.

Czytałem kiedyś książkę (w polskim tłumaczeniu – „Przez ciemne zwierciadło„), ale wydawała mi się raczej nudna – bardziej mi odpowiadają mocniejsze dzieła tego autora. „Scanner” jest bardziej osobisty, wydaje się zawierać mnóstwo motywów autobiograficznych (świadczy o tym dedykacja pod koniec filmu), a elementy sf są śladowe. Przeczytam niedługo jeszcze raz, może zmienię zdanie.

Film jest powolny, ale zostaje w pamięci, ciężki i przykry, ale mądry. Dobra rola Keanu, myślałem że mnie zemdli, jak jeszcze raz zobaczę tego cholernego Neo, ale nie.

W niedalekiej przyszłości duża część społeczeństwa USA jest uzależniona od nowego narkotyku, „Substancji D”. Fabuła obraca się wokół grupy przyjaciół, z których niektórzy są narkomanami, niektórzy agentami policji, niektórzy i jednym i drugim. Atmosfera kojarzy się z książkami Williama Burroughsa, chyba nie tylko dzięki przykrej tematyce uzależnień. Jest też coś jakby z Terry’ego Gilliama….

Kwestie tego, kto jest prawdziwym człowiekiem, kto jest jaki – tak naprawdę, jak daleko można zajść w udawaniu i jak przykre mogą być relacje między ludźmi to częste elementy twórczości Dicka. Rzeczywistość to jego obsesja – przewija się chyba we wszystkich utworach. Jeden z moich ukochanych pisarzy. Napisał tak dużo, że kiedy skończyłem czytać wszystkie jego książki, które były w „moich” bibliotekach, mogłem zacząć jeszcze raz, bo zdążyłem zapomnieć geniusz tego, co czytałem lata wcześniej. Podobnie jest z Lemem.

Film ten jest jak dotąd chyba najlepszą adaptacją książki Dicka. „Raport mniejszości” to też dobra rzecz, ale jednak dużo bardziej efekciarska, mniej psychologiczna.

Philip K. Dick, „Galactic Pot-Healer”

W polskim tłumaczeniu – „Galaktyczny druciarz”. Jedna ze słabszych książek Dicka. Chociaż zawiera wszystkie elementy jego twórczości – absurd i niepewność co do rzeczywistości świata, w którym bohater usiłuje funkcjonować, elementy boskiej interwencji, ironiczne podejście do konwencji sf (maskującej rozważane problemy trochę jak u Vonneguta) – całość jakoś nie robi tak dużego wrażenia, jak choćby „Labirynt śmierci” czy „Oko na niebie”. Ale dla kogoś, kto lubi tego autora – jak najbardziej ciekawa rzecz. Człowiek, profesjonalnie zajmujący się naprawą („leczeniem”) porcelany zostaje zwerbowany przez pół-boską istotę z odległej planety do zespołu specjalistów, mających dokonać śmiałego eksperymentu. Dobre opisy życia na zbiuroktaryzowanej Ziemi, gdzie ludzie zajmują się idiotycznymi grami słownymi, ukradkiem marząc o wpływie na losy wszechświata. Momentami lekkie i zabawne, momentami very disturbing.

Jeśli ktoś nie zna lub dopiero „zaczyna przygodę” z autorem rewolucyjnych pod wieloma względami powieści, na których oparto sporo filmów, w tym kilka co najmniej dobrych („Blade Runner”, „Raport mniejszości”, „Total Recall”) – można znaleźć coś lepszego. Polecam opowiadania, wydane w Polsce w postaci kilku grubych tomów. Bardzo smakowita rzecz.

„Next”

Rzekomo adaptacja opowiadania Philipa K. Dicka. Tak naprawdę, adaptacja jednego z wątków tego („The Golden Man”) opowiadania, po zmienieniu jego początku, końca i całego sensu. Bohater opowiadania nie był pozytywny, nie mówił i właściwie nie miał NIC wspólnego z bohaterem „Next” (nawet nie był… ups, prawie zepsułbym jakiemuś czytelnikowi przyjemność z poznania opowiadania). Mnóstwo świetnych wątków nie zostało wykorzystanych, bo zapewne nie pasowało do hollywoodzkiego stylu. Nicolas Cage nie za bardzo pasuje do tej roli. Bohater opowiadania był chłopakiem – niemową, jakimś rodzajem amanta o skórze dziwnego koloru. Film nie jest w sumie zły, jeśli nie jest się fanem Philipa K. D. (bo wtedy szlag może człowieka trafić). Aaa, i jeszcze występuje tu Jessica Biel. Jest świetna. Kilka efektów specjalnych w porządku i zakończenie prawie „Dickowskie”. Nie jest kompletnie źle, w każdym razie.

Ponieważ na pewno nikogo nie interesują zdjęcia Nicolasa Cage’a (podobnie, jak w przypadku Bruce’a Willisa – wszyscy doskonale wiemy, jak wygląda), a kolega G. skarżył się kiedyś, że zamieszczam za mało interesujących obrazków – w dzisiejszym odcinku wystąpi Jessica Biel. Uwaga, to tylko zdjęcie.

Według mnie, wygląda dużo lepiej, niż Nicolas Cage. Naturalnie, można się nie zgodzić.