Kolorofon, „Kpt. Skała”

Kolorofon, „Kpt. Skała” (2009)

Korzystając z okazji, że pada śnieg, a na ulicy chłodno (i marznące deszcze), usiadłem sobie ze szklaneczką magicznego płynu (wyczuwam w nim odrobinę soku porzeczkowego) i napiszę, co myślę o płycie Kolorofonu. Myślałem, że nie mogę być obiektywny, bo znam ten zespół w jakimś tam stopniu „osobiście”. Ale właściwie – na tyle lubię „Kpt. Skałę”, że mogę spokojnie i bez sprzecznych zeznań się wypowiedzieć.

Recenzja jest nieco po znajomości – więc się pilnuję, żeby za bardzo nie nasłodzić, bo zostanę zglanowany albo coś.

Chętnie się pobawię konwencją recenzji muzycznej, mam w tym zerowe doświadczenie – proszę o tolerancję, łagodność i niewysyłanie mi śmierdzących przedmiotów.

Kolorofon to bardzo dobra muzyka i przykład czegoś, wykraczającego zarówno poza „radiowe standardy”, jak i poza typowe konwencje – bo zespół nie zamyka się w jednej. Płyta działa na wielu poziomach odbioru, bla, bla, bla. Nie jest to typ zespołu „profesjonalnego”, tłukącego konfekcję hitów, ale raczej chętnie koncertująca grupa, która czasem się pieprznie podczas grania na żywo, ale umie rozbujać publiczność, o ile publiczność może rozbawić cokolwiek poza Enrique Iglesiasem (nothing personal, Enrique).

 

 

Nie mogę porównać wydajnie Kolorofonu z innymi – być może podobnymi pod jakimiś względami – zespołami, co jest pewnym problemem.  Wolałbym uniknąć odkrywania Ameryki i podniecania się jakimiś pomysłami, jeśli nie są one żadną nowością, ale nie dotarły do mnie dźwięki polskiego zespółu w podobnie „kolorowej” konwencji (słucham czasem radia i jakąś „alternatywną” muzykę czasem wchłonę).

No cóż, zespół ten gra alternatywny pop-rock (nie lubię określenia indie), polany elektroniką i doprawiony (owocowym) sosem muzyki, przebiegającej od lat 60-tych do obecnych. Słychać tam bigbitowo-beatlesowe motywy, przełom lat 70-tych i 80-tych, postpunk (cokolwiek by to było), jak też łomoczące beaty i sample. Dużo sprzężeń gitarowych, klawisze, chwytliwe motywy plus różne popisowe kawałki.

Ogólne wrażenie: taneczna muzyka z momentami kiedy można się pogubić w skakaniu, ale po chwili oporu (dostrojenie neuronów trwa chwilę) słucha się wybornie. Piotrek M., lider i autor tekstów traktuje owe teksty jako uzupełnienie muzyki, nie pełnią one np. roli społeczno-edukacyjnej (uff…), ale często błyszczą jakąś liryczną frazą (jak w „Kpt. Skale” albo „Dobrze, że jesteś”), czy dziwną ironią („Chciałbym”) – ale dźwięk jest tu dużo ważniejszy niż jakieśtam gadanie. Każdy może sobie coś napisać, ale z graniem już trudniej.

 

Zaczynamy „Śmielej” – bardzo reprezentacyjnym dla tej płyty kawałkiem, eklektycznym i radośnie popieprzonym. Pod koniec utworu sprzężenia gitarowe (bardzo lubię) mieszają się z klaskaniem (nie cierpię klaskania) i „wesołymi” motywami. Tak jakby były zbyt wesołe, więc są ucinane i wchodzą równie przebojowe „Zapałki”.

Razem z „Zapałkami” – „Łobuz” i „Bomba atomowa” tworzą trójkę hitów, którą przesłuchałem już tyle razy (były na EP-ce / „demo”), że mnie momentami mdli. Są świetne, rozpoznawalne i nawet nadają się do radia (chociaż słuchając ich w biurze można rozlać kawę z wrażenia), ale wydaje mi się, że „Ściera”, „Chciałbym”, „Fairytale” czy „Dobrze, że jesteś” przerosły tamte trzy rzeczy i że hit będzie (czy też mam taką nadzieję) dla zespołu rzadszym zdarzeniem, niż eksperyment. Hit jest stabilny i zanim dotrze do publiki zespół może już wskoczyć na następny schodek, o ile wszystko nie zajmie im tyle czasu, co nagrywanie „Kpt. Skały”.

Ja tam wolę eksperymenty niż hity. „Zapałki” mnie najbardziej zmęczyły i chyba już nie lubię tej piosenki – jeśli ktoś nie zna, to niech się zapozna. Od dziwnej piosenki do łomoczącego rytmu jest tu bardzo ciekawie. Lubię tu głównie motyw przejścia z „rozjechanej” piosenki do łomoczącego rytmu. Wtedy też wszyscy (pewno tylko oprócz mnie) obecni na koncercie zaczynają wykonywać szybkie ruchy jak na występie Prodigy. Tekst podobno zapada wszystkim w głowę ale wg mnie jest najgorszym tekstem z płyty, jakiś taki mało urozmaicony i tematycznie nudnawy. Ale podobno wszystkim się podoba. Well.

„Łobuz” i „Bomba” są niezwykle chwytliwe, bliżej mainstream‚u już pewno Kolorofon nie będzie, to po prostu świetne piosenki i bardzo starannie wyszlifowane, jak najbardziej do słuchania i śpiewania pod nosem, a przy tym pozbawione banałów.

„Dobrze, że jesteś” – pamiętam, że jak to usłyszałem na jakimś koncercie – kawałek wydał mi się fatalny. Co ten autor tam wymyślił. Manowce  poetyckie i rytmiczne, o! No nic, teraz utwór zdecydowanie dojrzał i nagle podoba mi się ten tekst, krótki i nadający ładne tempo całej piosence. Muzyka, smakująca (gitara!) jak kawałki Sonic Youth czy Pixies. Całość przechodząca od noise’owego zgiełku do „la la la” i z powrotem. Hałaśliwe miejsce płyty i jedno z najlepszych!

Dalej. „Fairytale”. Równocześnie mroczna i zabawna. Samobójczy wokal prowadzi do refrenu z biegnącymi gitarami, a potem – zamiast się skończyć – przechodzi do szybkiego fragmentu i zamknięcia, kopiącego mikro solem gitarowym w stylu sprzężeń Lou Reeda z „White Light / White Heat” Velvetów. Widać tu typowe dla Kolorofonu mieszanie różnych stylów, co jest świetne ale może wywołać u niektórych (nie u mnie) problemy z załapaniem, o co chodzi.

Next. Jakoś niedoceniane w różnych recenzjach „Chciałbym”  – w automatyczne, trochę amatorskie dźwięki wchodzi dziwny tekst, a w narastające confusion wklejają się kolejne sample (skojarzyły mi się z czymś Missy Eliot) i żywy instrument dęty, tak mieszając… hm, rapujący?… motyw z nagle jazzowym hałasem, że proszę siadać.

„Ściera” po podrasowaniu tła cyniczną elektroniką okazuje się jedną z najlepszych „piosenek”. Refren wydaje się uspokajać rozbujaną gitarą zwrotkę, ale wygaszająca całość końcówka przekształca się z discopolowego rytmu do konstrukcji, którą będzie słuchaczom ciężko wytupać albo zagwizdać.

Co mi nie pasuje? Ciężko powiedzieć. Nie jestem fanem „Zapałek”, jest w nich jakiś banał, którego nie widzę w żadnym z pozostałych utworów. I jeszcze „Funktime” – nieco mi nie pasuje do konwencji płyty. Tak, wiem – jest to oczywiście totalny hit koncertów, wykonywany z super chórkiem (pozdrowienia), funkującą gitarą i ogólnym szaleństwem tłumów. Kontrast funkujących fragmentów z objawieniem refrenu, przejścia między częściami utworów, wszystko wspomagane twardym basem. Well, no i o ile angielski z „Fairytale” pasuje mi do konwencji płyty, to ten z „Funktime” jakoś nie przekonuje mnie do końca. Nie jest to dyskwalifikujące, ale wolę, żeby każdy sobie to obejrzał na koncercie – robi na mnie lepsze wrażenie, niż wersja z CD.

Utwór „Kpt. Skała” nie jest zaprezentowany na płycie w brutalnej wersji, jaką fani znają z koncertów. Można taką wersję sobie skądś ściągnąć albo przyswoić na żywo. Wersja płytowa wydaje się z początku nie pasować do reszty utworów, ale dla mnie jest to eleganckie zamknięcie i pokazanie, że Piotrek M. i spółka mogą zaaranżować utwór w niemal dowolnej konwencji, przejmując się tylko tym, żeby była inna, niż to, co możecie zobaczyć w TV na kanale VIVA. Użycie tej „piosenki” w nowej, nieco knajpianej atmosferze tworzy na tle całej płyty efekt a la „America Drinks and Goes Home” z płyty „Absolutely Free” Zappy czy może bardziej fragment „We’ve Got a Bigger Problem Now” Dead Kennedys. To taka piosenka, którą gra kilku gości w restauracji, ludzie siedzą sobie i spożywają homary w romantycznej atmosferze, która może ulec zakłóceniu, kiedy usłyszą tekst. Bardzo dobre zamknięcie płyty, ale myślę, że może być szkodliwe, jeśli zespół miałby się skojarzyć z tylko takim stylem.

Okładka jest w porządku, trochę zbyt czerwona. Spodziewałbym się może jakichś eleganckich czarno-białych zdjęć z nagrywania płyty, czy może romantycznego opisu historii zespołu – lubię sobie poczytać albo pooglądać a nie za bardzo jest co pooglądać. Na szczęście można posłuchać.

Okładkę i zawartość da się kupić np. w Empikach.

Informacje o koncertach zespołu itp – na ich stronie myspace:

http://www.myspace.com/kolorofon

Jedna uwaga do wpisu “Kolorofon, „Kpt. Skała”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s