Charles Bukowski, „Faktotum”

Chyba jest to recenzja, z której napisaniem zwlekałem najdłużej ze wszystkich. Nie tylko dlatego, bo nie miałem akurat „nastroju”. Czy czasu. Zawsze mniej więcej wiem, co napisać. Teraz nie jestem pewien. Książka jest… dziwna.

„Faktotum” jest do bólu realistyczny, w chłodny sposób opisuje epizody z życia niejakiego Henry’ego Chinaskiego, który wędruje po kraju, przyjmując różne prace, po kilka dni – w fabrykach, knajpach, gdziekolwiek. Nie zależy mu na stabilizacji. Zatrudnia się w fabryce lub myje żaluzje w barze. Korzysta z czyjejś gościny na jachcie. Taki Artysta – „wyrzutek społeczeństwa”. Mało rodzinny. Jego związki z kobietami nie należą do długotrwałych, pomimo pewnej… barwności.

Henry to facet utalentowany, ale niestety – przesadzający z wprowadzaniem do organizmu elementu baśniowego. Alkohol chyba zbyt często łączy się z pisarstwem – pomimo ostatnio zasłyszanego przeze mnie hasła „piłeś – nie pisz”. Jako pisarz, Chinaski jest ewidentnie niespełniony. Jak łatwo zgadnąć, nikt nie wydaje się być zainteresowany jego twórczością – opowiadaniami o absurdalnych tytułach. Dorywcze prace i brak zaczepienia są pozornie tylko etapem przejściowym. Może powinien znaleźć sobie inne ambicje?…

Z drugiej strony – „Faktotum” to nie jest przygnębiający dokument o staczaniu się. Są tu fragmenty pięknie opisujące chwile życiowego entuzjazmu Henry’ego. Carpe diem, czy jak to tam się pisze. Może jest to obnażanie monotonii i tchórzostwa przeciętnego Kowalskiego, bojącego się o swoją pracę, mieszkanie i własność? Czy nie lepiej, aby każdy dzień był inny?

No cóż.

Język Bukowskiego jest bardzo ładny, chociaż często wulgarny i radośnie przekraczający granice pornografii. Zacytowanie przeze mnie fragmentów końcowego rozdziału byłoby pewno możliwe pod warunkiem umieszczenia recenzji za stroną z żądaniem potwierdzenia: „Czy masz 18 lat?”. No cóż – w skrócie – całość to nowoczesny tekst… Powieść drogi, brudna, prawdziwa, pozbawiona złudzeń. Ale też w wielu momentach elegancka i miła dla czytelnika.

Książkę w wersji audio wydało wydawnictwo Propaganda. Niespójność w opisie audiobooka – czas utworu to około dwie i pół godziny, pewne sklepy pokazują dłuższy czas trwania. Wydawnictwo informuje, że jest to pomyłka – tekst audiobooka jest pełny i nie jest skrócony (dwie i pół godziny to pełny czas trwania). Brak wyraźnych rozgraniczeń między epizodami utworu (aż się prosi o jakąś prostą muzyczkę!) wywołuje chwilową dezorientację słuchacza – rozdziały nie powinny następować płynnie po sobie.

Czyta Michał Piela, aktor znany m. in. z serialu „Ojciec Mateusz”. Proszę nie uciekać, to fantastyczny lektor – według mnie, posługuje się głosem podobnie, jak potrafił to robić nieżyjący już niestety Zbigniew Zapasiewicz (polecam audiobooki „Czytadło” czy „Lot nad kukułczym gniazdem”). Świadomość, jak wykorzystać czasem pojawiającą się wulgarność tekstu, świetna dykcja i zrozumienie wszystkich subtelności. Jedna z największych zalet wydawnictwa.

Polecam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s