Lester Dent „Doc Savage: The Man of Bronze” (1933)

mobLubię powieści typu „pulp”. Taki Tarzan na przykład. Albo John Carter na Marsie. Czysta rozrywka, wartość literacka wątpliwa, ale uderza to w jakąś moją potrzebę zapoznawania się z absurdalnymi historiami superbohaterów. Doc Savage to bohater serii książek i komiksów, dość ciekawy – bo będący poprzednikiem Supermana i Batmana. Nie ma on nadprzyrodzonych mocy, ale został wychowany na wszestronnego naukowca i wybitnego wojownika. Codziennie trenuje, stosując specjalny zestaw ćwiczeń, dzięki którym może wynaleźć szczepionkę w 24 godziny, uciec przed strzałami z broni maszynowej, zmiażdżyć kilku azteckich wojowników z włóczniami, wytrzymać bez oddechu przez bardzo długi czas albo pilotować samolot. Używa gadżetów w stylu Jamesa Bonda, niektóre (a mamy lata 30-te) całkiem zaawansowane. Napisane bardzo atrakcyjnie – nie ma co narzekać, że naciągane, bo nieprawdopodobne i komiksowo naciągane. Na swój sposób piękne i w prosty sposób pokazujące wartość wiedzy. To jest jeden z ciekawszych motywów. Dwumetrowy przypakowany blondyn jest najpierw wybitnym doktorem i naukowcem, chrześcijaninem (i się tego nie wstydzi), a dopiero później poszukiwaczem przygód.

Let me strive every moment of my life to make myself better and better, to the best of my ability, that all may profit by it. Let me think of the right and lend all my assistance to those who need it, with no regard for anything but justice. Let me take what comes with a smile, without loss of courage. Let me be considerate of my country, of my fellow citizens and my associates in everything I say and do. Let me do right to all, and wrong no man.

Hacker i samuraj w jednym – superczłowiek na miarę roku 1933. Hm… z czymś mi się kojarzy ta data.. chyba z innymi superludźmi. No nic. Trochę zabawnych z dzisiejszego punktu widzenia fragmentów. Żeby bohater i jego kompania mogli dotrzeć do wieżowca, w którym ukrył się Zły Facet, jadą taksówką. Pogonie, walki, dżungle, potomkowie azteków, ukryte doliny, złoto i węże na dnie studni. Indiana Jones taki. Idealny materiał dla kogoś, kto przyzwyczaja ucho do języka angielskiego, np. taki Dickens zanim powie, że ktoś stał sobie na chodniku to użyje kilkudziesięciu frustrujących słów – a tutaj usłyszymy, że odważnie sobie stał na zarąbistym chodniku i koniec.

Doskonała interpretacja J. J.  Campanelli – na jego stronie Uvula Audio jest sporo darmowych (bo najwyraźniej wygasły prawa autorskie) audiobooków. Polecam też jego mikropowieść „Full Armor of God”, bardzo porządne. Oprócz używania różnych akcentów i w ogóle jakości, której nierzadko brakuje w komercyjnych książkach audio, dodaje on do tekstu elementy audycji – efekty specjalne przydają historii miłego zabarwienia. Klimat lat trzydziestych i czterdziestych oraz atmosfera opowieści radiowych… Mniam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s