The Departed

Martin Scorsese zrobił remake jednego z ciekawszych filmów sensacyjnych lat 90-tych, „Infernal Affairs” z Hong Kongu. Przykro mi mówić, że oryginał jest lepszy… Ale chyba jednak jest. Przede wszystkim, bardziej spójny w stylu i nie udający czegoś innego – był „psychologicznym dramatem policyjnym”, produkcją w najlepszym wydaniu. Scorsese zrobił kopię, momentami przemalowując całe ujęcia. Twórczo, ale zawsze. Wystarczy sobie przypomnieć oryginał, albo obejrzeć jego zajawkę na Youtube. Ja rozumiem, że adaptacja, że wyraża coś może nieco inaczej, ale nie widzę jakiegoś poważnego powodu, dla którego ktoś zapragnął zrobić taki filmu. Wyszło dobrze, ale czy nie ma dobrych scenariuszy? Trzeba robić remaki? Po co? Chyba, że Amerykanie nie są w stanie obejrzeć filmu z Azji? Z napisami? Nie po angielsku? Że niezrozumiałe kulturowo, za trudne w odbiorze? W Polsce jest to samo – gnioty z euroamerykańskich wytwórni wypychają z kin niemodne rzeczy. Niemodne, bo nie ma ich w telewizji. Na szczęście, „Departed” nie jest gniotem.

Niektóre elementy filmu są doskonale opracowane. DiCaprio jest fenomenalny, gdybym lepiej wiedział, co to znaczy, może napisałbym, że szekspirowski ;) Na pewno jedna z jego lepszych ról. Nie powiem, że lepsza od Tony Leunga (odpowiednika z oryginału), bo Tony to filmowa lokomotywa, przystojniak stulecia (Wong Kar-Wai wiedział, co robi, obsadzając go w rolach amantów) i prawie gwarancja poziomu filmu. Ale Leonardo gra doskonale, zdruzgotany swoim losem i wściekły na wszystkich (bardzo słusznie). Tony może i był nieco głębszy w tej roli, ale musiałbym sobie przypomnieć cały film. Inne ciekawe role – Alec Baldwin i Mark Wahlberg (aka Marky Mark). Matt Damon w porządku, ale nie zaskakuje niczym. Jack Nicolson niezbyt przekonujący jako bandzior. Zgadzam się też z jakimiś opiniami z IMDB, że wprowadzenie motywu mafii irlandzkiej jest kompletnie bez sensu. Ozdobnik bez uzasadnienia, zupełnie nie trafiony.

Końcówka amerykańska w wymowie, ale nagły wybuch bezsensownej przemocy nie daje się za bardzo usprawiedliwić. W filmach z HK to normalne, że co jakiś czas jest bardzo krwawo, ale wynika to z gwałtownych emocji, permanentnie towarzyszących bohaterom (przeważnie paradoksalnie wyjątkowo wrażliwych na Zło Świata i eksplodujących tą wrażliwością za pomocą broni palnej). Widać je też w innych scenach, Chińczycy używają scen, których Amerykańscy reżyserzy albo nie kręcą, albo wycinają, żeby w filmie była odpowiednia ilość romantycznych albo strzelanych fragmentów. Nie wiem.

Ogólnie jednak – film dobry, fajnie mi się oglądało, znacznie powyżej przeciętnej kinowej. Można się przyczepić do wielu rzeczy, ale widowisko ma swoje prawa. Znajomość oryginału trochę mnie uprzedziła, ale w sumie cieszę się, że kino azjatyckie zostało docenione przez jednego z tzw. Mistrzów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s