Sen kolegi

Mój serdeczny kolega, nazwijmy go G. (chociaż tak naprawdę nazywa się … i mieszka przy ulicy …) miał ciekawy sen. Zapisał go i w ramach dzielenia się dorobkiem literackim wysłał swojemu serdecznemu koledze (mnie). Za jego zgodą publikuję poniżej, bez zmian (no, tylko odrobinę interpunkcji i drobiazgów, czysta korekta).

Uwaga, drastyczne. Wrażliwych prosimy o zignorowanie.

„Otóż wszystko zaczyna się jak jadę odwieźć dziewczynę samochodem wieczorem i zapowiadają w radiu silne wiatry (coś jak dzisiaj, he he). Mijamy jedno skrzyżowanie – a tam pełno trupów, ok. 20 ciał w fatalnym stanie, jakby je ktoś rozszarpał albo nadjadł czy co, coś majaczą bez sensu niektórzy z dogorywających. Co najgorsze, przed skrzyżowaniem psuje nam się samochód a burza się nasila, więc szybko mijamy te zwłoki i idziemy na piechotę do mojego domu. Oczywiście, w międzyczasie zostajemy zapaskudzeni niektórymi trupami, więc postanawiamy się przebrać u mnie w domu. W domu, jak już dochodzimy, to burza jest naprawdę okropnie mocna – leje i wieje potwornie, szybko się chowamy. Ogarnia mnie niesamowite zmęczenie, więc się kładę w zapaskudzonym ubraniu – czego nigdy bym nie zrobił, ale naprawdę jestem okropnie zmęczony. Niestety, nie mogę spać. Wiatr wieje i nasilają się błyskawice, widzę że na dworzu żarty się kończą i jak tak dalej pójdzie to to będzie istny huragan. Nagle jedna z błyskawic wali w nasz telewizor i włącza, więc go z powrotem wyłączam. Potem patrzę na niego – a on jest cały tak jakby naładowany błyskawicami i ma taki migający piorun prowadzący z okna przez TV do samej ziemi. Mówię o tym rodzince i patrzę, że wszyscy, jak podnoszą nogi, to od butów do ziemi mają tak jakby migoczącą błyskawicę. Odwracam się, a od wszystkich przedmiotów w domu odchodzą pioruny – jakby wszystko było naładowane, ale jakoś w ogóle tego nie czuć. Udaje mi się zasnąć – i nagle budzę się, jakiś gość w kombinezonie każe mi wychodzić z domu, jestem nieprzytomny, więc go słucham. Wychodząc patrzę, a nasz dom jest jakby w szklanej bańce. Przy wyjściu widzę, że jeszcze paru ma kombinezony, a obok dom też jest w bańce i ludzie też mają z niego wychodzić. Więc się pytam, czy mam wyjść bez żadnego uniformu, a on mi na to: „Nie, przyzwyczaisz się”. Więc wychodzę. Patrzę w górę, a na podeście przechodzą jakieś dziwne, małe, czerwone ludziki ;). Okazuje się że trafiam do jakby rezerwatu dla ludzi. Wypytuję się wszystkich – co jest grane i co się ogólnie dzieje, niektórzy mówią, że też chcieliby to wiedzieć. Po jakimś czasie, na takiej dużej hali czy czymś (jest na dworzu piękna słoneczna pogoda, tylko tak jakby budynki się pozmieniały) spotykam kumpla ze szkoły średniej, jest rozbawiony i ciągle żartuje, więc się go pytam, co się do cholery dzieje, on mi na to: „kosmici przejęli”. A ja: „Przecież co z amerykanami, czołgami, bomba atomową itp., było coś w TV?”. „Jasne,  Ziemia broniła się przez dwa dni”. Bardzo mnie to info zabolało, starałem się dowiedzieć więcej, ale jakoś nic nowego moje dalsze pytania nie wniosły. Poza może tym, że byliśmy jedną z ostatnich grupek tak jakby wybudzonych. Potem w moim śnie zaczynają się jakieś dziwne perypetie związane z tym rezerwatem dla ludzi, a reszty nie pamiętam. Niezłe co? Oczywiście podczas snu te wszystkie rzeczy wydawały mi się bardzo prawdziwe ;)

Koniec.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s