.:: bg recenzje: książki, filmy ::.

Przeczytane książki i przesłuchane książki audio, obejrzane filmy

Notorious (1946)

Opublikował/a bg w dniu 6 lip 2008

Obejrzałem kilka filmów Hitchcocka, mam zamiar opisać pokrótce wrażenia.

“Notorious” (”Osławiona”) jest najstarszym filmem tego reżysera, który widziałem. Wiem, że dorobek Hitchcocka sięga okresu kina niemego, może kiedyś dojdę też do tego etapu.

Film można spokojnie określić jako thriller psychologiczny. Nie jestem zakochanym w filmie “Casablanca” fanem Ingrid Bergman (ze wszystkich ostatnio pochłoniętych Hitchcocków największe wrażenia wywarła na mnie Kim Novak w “Vertigo” - muszę się zebrać w sobie, żeby ładnie to opisać), ale bardzo bohaterkę gra, maskującą piękny charakter pozorami dekadencji, zdolną do szokujących poświęceń dla wyższych idei. Zwerbowana do szpiegowania spiskujących przeciwko USA nazistów, zostaje wepchnięta w związek i małżeństwo z członkiem tej organizacji. Jest jednak zakochana w cynicznym, obojętnym i zaangażowanym w wymagającą dystansu policyjną pracę Carym Grancie. Walczy z pragnieniem wyjawienia mu swoich uczuć (facet ma o niej nienajlepszą opinię, ale sam zachowuje się dość podle). Rzeczy nie są proste, a będą się komplikować.

Świetna fabuła, dopracowane zdjęcia (”odwrócona” scena przebudzenia), po których znać autora “Psychozy”. Plus bardzo dobra gra aktorów. Ogląda się dobrze, nie czuć szczególnie, żeby wiek filmu obniżał jego wiarygodność. Pewne podobieństwa do dużo późniejszego “Vertigo” - kontrast między tym, jak widzimy (lub “tworzymy”) drugą osobę, a tym, jaka ona jest naprawdę. Mocna rzecz.

Opublikowany w - | Otagowane: , | Brak komentarzy »

Kapuśniaczek (1981)

Opublikował/a bg w dniu 28 cze 2008

Nie jestem wielkim fanem Louisa de Funès, filmy z nim kojarzę jako sympatyczne, pozytywne komedie o żandarmach, rabinach, producentach żywności i zgorzkniałych ojcach uciekających z domu dziewcząt. Sympatyczne, ale podobne i nie wzbudzające we mnie większych refleksji. Zapominam, o co chodziło w tych filmach. “Kapuśniaczek” wydaje mi się inny. To częściowo, jak to się brzydko mówi, afirmacja życia. Zachęta do drobnych i nieskomplikowanych przyjemności - do rozmowy ze znajomymi, do Walnięcia Sobie Lufy czy podelektowania się tytułową zupą. Ale też gorzka satyra na społeczeństwo, w którym starszy człowiek nie potrafi się znaleźć, a otoczenie usiłuje go do końca wykorzystać, pod pozorem wyższej konieczności. Jedna z mocniejszych scen to dwóch starszych bohaterów, siedzących na ławeczce przed otoczoną ogrodzeniem posesją. Za ogrodzeniem jest wesołe miasteczko, a tłum rozbawionych ludzi rzuca starszym panom orzeszki. Może orzeszki i są dobre, ale sytuacja przygnębiająca…

Bardzo ładny, mądry film.

Opublikowany w - | Otagowane: , | 1 Komentarz »

Jak działa jamniczek (1971)

Opublikował/a bg w dniu 19 cze 2008

Awangardowy film animowany, niepokojący a równocześnie zabawny i odkrywczy. Osiem minut. Taki… hm… ekologiczny dadaizm… Autor (Józef Antoniszczak) tworzył filmy bezpośrednio na kliszy, darowując sobie użycie drogich obiektywów, zabawę w wymyślne ujęcia, męczenie się z aktorami itp. Wyrazisty styl, przekaz bardzo porządny. Uwaga, tylko dla osób odpornych.

Opublikowany w - | Otagowane: , , | Brak komentarzy »

8 1/2 (1963)

Opublikował/a bg w dniu 15 cze 2008

Nie mogę powiedzieć, żeby “8 i pół” Felliniego mną wstrząsnęło. Dobry film, ale żeby od razu jeden z najlepszych w historii kina… no, nie wiem. Mocniej odczuwam filmy o niemocy twórczej, autorstwa Woody Allena. Czując jednak nagły przypływ natchnienia, postanowiłem napisać scenariusz krótkiego filmu, dokonać nieuprawnionej i kalekiej trawestacji dzieła Felliniego, oczywiście z pełnym szacunkiem. Przepraszam z góry za ewentualną grafomanię, ale nie mogłem się powstrzymać.

“Jeden i pół”

film jest czarno - biały.

osoby:Muido (reżyser), Krytyk - krytyk filmowy, Chudy magik, dziennikarze

/panorama kawałka łąki, w trakcie jej trwania widzimy Muido - siedzi na leżaku, trzymając kubek z wodą, jakby przed chwilą ktoś mu go podał. po chwili zaczyna powoli pić. jeszcze przez chwilę oglądamy łąkę. w tle Wagner.

/oparty o drzewo, Muido rozmawia przez komórkę
- tak, agencja? potrzebuję do filmu kilku specyficznych aktorów… chudego magika, otyłą damę w czerni, irytującego krytyka filmowego, kilka kobiet o południowej urodzie… mam w głowie świetną scenę z haremem… no, najlepiej niedrogo…

/M z łopatą na środku trawnika mówi do kamery, obok wbity palik
- mój zespół buduje rusztowanie, na którym oprzemy wyrzutnię rakiety; scena będzie miała duży rozmach, chcemy przyciągnąć widzów… elementy science fiction… jako scenarzysta i reżyser równocześnie… nie jestem do końca pewien tej sceny z rakietą, ale robotnicy byli za pół ceny… niektórzy stepują… myślałem o umieszczeniu w scenie z rakietą stepującego Freda Astaire… hm… dobra, do roboty… rakieta ma dojechać za tydzień…
/próbuje wbić łopatę w ziemię, nie idzie mu, ziemia jest za twarda
- same problemy! porca miseria!

/oparty o drzewo, M rozmawia przez komórkę
- nie kochanie, nie ma tu żadnych kobiet, tylko ekipa
/ kamerzysta obraca się wokoło M, dokoła nie ma kompletnie nikogo
- fantastyczna okolica…. przyjedziesz?… oczywiście, że chcę!… aaa, delegacja… i głowa cię boli… no, to nie przyjeżdżaj….

/trawnik na tle drzew. M mówi do kamery, gestykulując
- końcowe ujęcia to afirmacja życia! mnóstwo aktorów schodzi z wysokich schodów, scena istnie patiomkinowska, tylko… (myśli) tak na odwrót jakby… i wszędzie pełno klaunów (wyjmuje czerwony nos z kieszeni i zakłada sobie), grają na trąbkach, bębnach i tych… no, jak się to nazywa…
(wykonuje ruchy rękoma, jakby grał na akordeonie, coraz bardziej zapala się do swojego pomysłu)… wszyscy tańczą, przekazując uniwersalną prawdę o dynamice mas ludzkich, o ruchu, o radości i ulotności chwili!

/pod drzewem, M rozmawia przez komórkę (już bez nosa klauna)
- biuro kardynała? no tak, dzwoniłem wcześniej, chciałem porozmawiać z jego eminencją, jako reżyser, przedstawiciel świata filmu, pragnący duchowego przewodnictwa… najchętniej w łaźni… halo! halo!
/chwilę rozmyśla, dzwoni gdzieś
- agencja? nazywam się Muido… tak, zamawiałem tych aktorów… jak to grypa? ale krytyk dojedzie? świetnie.. aaa, promocja na dziennikarzy? tak, wezmę kilku…

/inny trawnik, na składanym krzesełku siedzi Krytyk, obok składany stolik, na nim obrus i wazonik z kwiatkiem. M kuca obok stolika, patrzy w górę na K
K: - posłuchaj, Muido… twoja koncepcja jest z gruntu fałszywa… mylisz cytat z parodią, nie potrafisz właściwie stworzyć nic nowego… miotasz się między sentymentalizmem a chybionym postmodernizmem, bez umiejętności, bez pomysłu… ten film to żałosna próba wykonania dowolnego utworu, byleby tylko spełniał on twoje bezwartościowe założenia formalne… maskujące kompletny brak własnej idei…
/M wyjmuje z kieszeni scyzoryk, sprawdza czy jest ostry, dziabie ziemię i mierzy wzrokiem krytyka. w końcu chowa scyzoryk
M: - nie dojechała piękna dziewczyna, chciałem, żeby uśmiechała się do mnie, cała w bieli, urocza, magiczna…
K: - strasznie pretensjonalne… według mnie to, czego potrzebujesz, to umiarkowana nagość, odrobina poetyki snu, żeby nie powiedzieć, realizmu magicznego… hm… to też ograne… ale przede wszystkim - odpowiednia scenografia… ja wiem, może uzdrowisko? albo supermarket… coś, co przyciągnie widza…
M: - myślałem, że łąka… drzewa… to bardzo metafizyczne otoczenie… natura. prawda. niewinność. a równocześnie brutalizm życia… obraz przemawia bezpośrednio - weźmy takiego Roberta Flaherty’ego… a nagość… koleżanki nie chciały się rozbierać… początkujący reżyser… prosiły mnie o portfolio…
K: - rozumiem. oczywiście. no, trudno, musisz sobie radzić sam - na mnie już czas. zresztą, nadchodzą dziennikarze, masz konferencję prasową (wychodzi)
/ M próbuje wejść pod stolik, stolik się przewraca, spada wazonik
/ przychodzi Chudy magik i zakłada sobie nos klauna
/ M ucieka przed dziennikarzami
/ Chudy magik zaczyna powoli tańczyć

koniec.

Opublikowany w - | Otagowane: , , | Brak komentarzy »

Siódma Pieczęć / Det Sjunde inseglet (1957)

Opublikował/a bg w dniu 10 cze 2008

Kompletnie nie czuję się kompetentny, żeby oceniać film Bergmana, ale to zrobię, gdyż/ponieważ obejrzałem go wczoraj. Kiedyś widziałem, ale jakieś 20 lat temu chyba nie byłem na to przygotowany, teraz seans poszedł lepiej. Myślałem, że to coś nudnego, jakieś smętne wynurzenia i niezrozumiałe aluzje. Nie jest nudny ani smętny, prezentuje nawet jakieś poczucie humoru. Niezrozumiałem aluzje występują gęsto. W formie surowy, pewno dziś kilku studentów z kamerami cyfrowymi mogłoby w okolicach jakiegoś skansenu mieć warunki do stworzenia filmu podobnego technicznie. Treściowo - nie ma bata.

“Siódma pieczęć” jest o życiu, wierze, miłości i śmierci… Powracający z krucjaty rycerz trafia do kraju, opanowanego przez zarazę. Jego religijność jest nieszczególna, ale wątpienie jest jego siłą, facet nie potrafi ustać w szukaniu prawdy. Obrazy zniszczenia i fanatyzmu religijnego (wiedźma! spalić ją!) są łagodzone przez obrazy radości życia i postawę innych postaci, np. zaradnego giermka, który nie ma problemów decyzyjnych i wydaje się dużo szczęśliwszy, podchodząc do ostatecznych tematów w mało refleksyjny sposób. Śmierć - w gustownym czarnym wdzianku - nie podaje rozwiązań, a wygrać z nią (nawet w szachy) nie sposób.

Podobało mi się, ale brakuje mi umiejętności i głębi emocjonalnej do jakiejś porządnej recenzji… Film jest również ważny ze względu na wpływ, jaki wywarł na kulturę - cytaty spotykamy często i gęsto. Woody’ego Allen, Monty Python i różne takie, poważniejsze również.

Po napisaniu powyższego sprawdziłem, co Wielki Roger Ebert ma do powiedzenia o tym filmie. Lepiej się zna na temacie i pisze ładniej, polecam się zapoznać.

Opublikowany w - | Otagowane: , | Brak komentarzy »