The Lord of the Rings (1978)

15 lis 2008

lotr78Stosunkowo mało znana, animowana adaptacja dwóch pierwszych tomów “Władcy Pierścieni” Tolkiena. Pomimo sporej ilości zgrzytów, warta obejrzenia. Zgrzyty to głównie sporo problemów z fabułą i zbytnie zamieszanie w użytych stylach – różne postaci animowano różnymi technikami, czasem te same osoby w różnych scenach są tworzone bardziej lub mniej realistycznie (najwyraźniej bez uzasadnienia artystycznego). Tła niekiedy przypominają bajki o Myszce Miki. A od czasu do czasu dokument o halucynogenach. Niektóre sceny proszą się o więcej rozmachu.

Fajne rzeczy to częściowe użycie techniki rotoskopowej dla postaci (ludzie, konie, Orkowie) i chyba nietypowe jak na ten rodzaj filmu zabiegi stylistyczne. Fragmenty – szczególnie bitwy z Orkami i sceny z Nazgulami mogłyby funkcjonować jako obłędne teledyski “gotyckich” zespołów. Treść też zgadza się w głównych elementach z oryginałem, chociaż naturalnie można znaleźć w Sieci długie eseje ze złośliwą krytyką filmu, podzieloną na kolejne sceny. Film zebrał trochę kiepskich recenzji, co spowodowało podobno wycofanie się z nakręcenia drugiej części, odpowiadającej mniej więcej książkowemu “Powrotowi Króla”. Na końcu Hobbici nie wchodzą jeszcze do Mordoru, Gandalf pokonuje hordy Orków po scenie szarży na koniach, lektor coś mówi – że to na tyle a reszta w drugiej części – i koniec.

Chętni wyszukają sobie co trzeba na youtube. Legalność wątpliwa.

Peter Jackson w swoim dziele nawiązał kilkukrotnie do wersji Ralpha Bakshi. Jackson to rozmach i wspaniałość – ale i śmiertelnie poważne podejście do Tolkiena, Bakshi to nieco szaleńczej fantazji, momenty lekkości konwencji dla młodszych widzów – ale i smak filmu z innej rzeczywistości. Trzeba podejść do sprawy z lekkim dystansem i “otwartym umysłem”, inaczej animacja wyda się słaba. Dla mnie jest w miarę OK – niespecjalnie udana, ale z wieloma ciekawymi elementami.

lotr1


Jak działa jamniczek (1971)

19 cze 2008

Awangardowy film animowany, niepokojący a równocześnie zabawny i odkrywczy. Osiem minut. Taki… hm… ekologiczny dadaizm… Autor (Józef Antoniszczak) tworzył filmy bezpośrednio na kliszy, darowując sobie użycie drogich obiektywów, zabawę w wymyślne ujęcia, męczenie się z aktorami itp. Wyrazisty styl, przekaz bardzo porządny. Uwaga, tylko dla osób odpornych.