A Scanner Darkly
Adaptacja powieści Philipa K. Dicka, animowany film zrobiony z fabularnego techniką rotoskopową. Co prawda, wspomagany odpowiednim oprogramowaniem. Plastycznie wspaniały. Na szczęście, nie tylko plastycznie.
Czytałem kiedyś książkę (w polskim tłumaczeniu – “Przez ciemne zwierciadło“), ale wydawała mi się raczej nudna – bardziej mi odpowiadają mocniejsze dzieła tego autora. “Scanner” jest bardziej osobisty, wydaje się zawierać mnóstwo motywów autobiograficznych (świadczy o tym dedykacja pod koniec filmu), a elementy sf są śladowe. Przeczytam niedługo jeszcze raz, może zmienię zdanie.
Film jest powolny, ale zostaje w pamięci, ciężki i przykry, ale mądry. Dobra rola Keanu, myślałem że mnie zemdli, jak jeszcze raz zobaczę tego cholernego Neo, ale nie.
W niedalekiej przyszłości duża część społeczeństwa USA jest uzależniona od nowego narkotyku, “Substancji D”. Fabuła obraca się wokół grupy przyjaciół, z których niektórzy są narkomanami, niektórzy agentami policji, niektórzy i jednym i drugim. Atmosfera kojarzy się z książkami Williama Burroughsa, chyba nie tylko dzięki przykrej tematyce uzależnień. Jest też coś jakby z Terry’ego Gilliama….
Kwestie tego, kto jest prawdziwym człowiekiem, kto jest jaki – tak naprawdę, jak daleko można zajść w udawaniu i jak przykre mogą być relacje między ludźmi to częste elementy twórczości Dicka. Rzeczywistość to jego obsesja – przewija się chyba we wszystkich utworach. Jeden z moich ukochanych pisarzy. Napisał tak dużo, że kiedy skończyłem czytać wszystkie jego książki, które były w “moich” bibliotekach, mogłem zacząć jeszcze raz, bo zdążyłem zapomnieć geniusz tego, co czytałem lata wcześniej. Podobnie jest z Lemem.
Film ten jest jak dotąd chyba najlepszą adaptacją książki Dicka. “Raport mniejszości” to też dobra rzecz, ale jednak dużo bardziej efekciarska, mniej psychologiczna.
- Wikipedia (ang.): strona filmu

