Filmów, które lubię, nie pokazują w telewizji. Ulubionej muzyki nie puszczają w większości stacji radiowych. Z książkami czasem mam podobnie. Z wrodzonego skąpstwa zainteresowałem się kiedyś starszą literaturą, której nie warto reklamować bo trzeba sprzedawać to, co Nowe. I tak mi trochę zostało.
Koniec wieku XIX i początek XX to smaczny okres w literaturze światowej. Bliski naszej wrażliwości, ale jednak odmienny. Książki łatwo znaleźć w każdej bibliotece, a teksty (głównie w oryginale) są dostępne za darmo w Internecie. Często ładny styl, staranny i świadomy – typowy dla ludzi, który nie mieli styczności z “Modą na sukces”. Pisarze mieli lepszą atmosferę do pisania – do ich drzwi nie pukał sprzedawca tureckich kurtek ani nie dzwonił telefon (“nie odnotowaliśmy przelewu za usługi telefoniczne”). Dobre wykształcenie, spokój, dbałość o szczegóły.
Gaston Leroux. Najpopularniejszą jego powieść – “Upiora w operze” – przeczytałem, zanim dowiedziałem się słynnej adaptacji musicalowej (ze wzruszeniem omawianej w telewizji, co skutecznie mnie zniechęciło). Książka jest bardzo elegancka. Czytałem w tłumaczeniu na angielski, co może uszkodziło jej francuską subtelność, ciężko powiedzieć. Miała dla mnie posmak sensacyjno – horrorowy, ale o standardzie zdecydowanie wyższym niż średnia. Dobre dialogi, historia tytułowej postaci, symbolika i dokładność opisów – hm, niewiele już pamiętam… Ale polecam.
Tak więc wziąłem się za inną powieść tego autora. “La femme au collier de velours“. Książka audio, wydawnictwo Armoryka. Poniżej pięciu godzin – podzielone na, powiedzmy, 30-minutowe fragmenty. Co do lektora – z początku miałem wątpliwości, jednak po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że słychać w jego głosie to, co powinno się kojarzyć z bohaterem “Damy…”. Staranny, racjonalny, nie dający się łatwo ponosić emocjom. Obserwujący i opisujący.
Nie zgadzam się z informacją z oficjalnego opisu utworu. Nie trzyma on w napięciu do ostatniego momentu. To nie jest klasyczna powieść grozy! Podzielona na dwie części – problem i rozwiązanie. Wyjaśnienie, zajmujące (chyba, że to było moje złudzenie) prawie połowę tekstu nie jest szczególnie zaskakujące. Ale, paradoksalnie, to ono jest lepiej napisane, bardziej trzymające w napięciu niż opis Niesamowitych Zdarzeń. Całość jest oczywiście niesamowita… w jakiś archaiczny, ale atrakcyjny sposób.
Klasyczny motyw przekleństwa i kary za ciężkie grzechy nie jest zły. Autor wiedział, że osoby o obrzydliwej psychice są bardziej odrażające, niż strzelające kwasem macki potwora z planety XZ-124. Co jest w książce szczególne, to próba racjonalnego podejścia narratora do całej sprawy i wykorzystanie nieegzaltowanego języka. Narratorem tym jest kolekcjoner drogocennych przedmiotów, osoba “ułożona”, oczytana i nie przejmująca się duchami czy innym badziewnym zabobonem. Nie histeryczna hrabina, biegająca po łąkach z wiankiem, ale coś jakby naukowiec. Pomimo kronikarskiego opisu zdarzeń i wypełnienia luk w historii Damy, nie może on wyjaśnić tego, co działo się w umysłach ludzi, stykających się z tajemniczym przedmiotem, wokół którego obraca się fabuła. “Wyjaśnianie” może dotyczyć tylko faktów. Sny i przeczucia, dręczące różne osoby można tu uzasadnić tylko odwołując się do mistyki. Jest w tym jakiś paradoks. Chyba.
Tłumacz książki nie jest znany. Ktoś się nieźle napracował a nie wiadomo kto.
Książkę audio “Dama w złotym brokacie” mogłem przesłuchać dzięki Audiobook.pl. Dziękuję.