“Taken” (2008)

15 lis 2009

tkn“Taken” / “Uprowadzona” to pod wieloma względami oryginalna sensacja. Rzadko to się zdarza. Liam Neeson ma tu okazję zrehabilitować się za Gwiezdne Wojny, bieganie ze świetlówką na tle niebieskich ekranów i żarty z Jar-Jar Binksa.

Mocne, realistyczne sceny. Film daje do myślenia. Przeważnie mdli mnie od współczesnych filmów tego gatunku – chyba wszystkie są zrobione w podobny sposób. Ewentualny zwrot akcji, nawet jeśli zaskakujący, nie jest jakiś wartościowy. Czy coś. Tutaj mamy ograny motyw ojca szukającego porwanej córki. “Znajdę was i zabiję”, itp. Ale zrobione niesamowicie klimatycznie. Nieco inny film niż zawsze.

Brutalność wielu scen można porównywać do azjatyckich sensacji, ale o ile tam reżyserowie starają się często wprowadzać jakąś symbolikę i wizualną atrakcyjność do walk, w “Taken” są one najczęściej krótkie i potwornie skuteczne. Bo ktoś ze służby specjalnych będzie raczej wolał niebezpiecznego faceta walnąć w krtań albo zastrzelić niż wykonać na nim piękną Technikę Pięciu Kwiatów albo użyć stylu Żurawia za Stodołą. Tak, tak.

Film zwraca uwagę na handel ludźmi i trudności związane ze ściganiem takich przestępstw… Po skończeniu seansu nie czułem się komfortowo. Większość scen dzieje się w Paryżu, nasuwa to nieciekawe myśli o różnych mafiach i nieuchwytnych bandytach, kręcących się w miejscach, do których jeździsz na wakacje… Brrr…


Joseph Bédier, “Tristan and Iseult” (1900)

12 paź 2009

ti

Pewno znamy tę “historyjkę” ze szkoły. Jakiś romantyczny gniot średniowieczny… z czasów, kiedy ludzie się nie myli za często… No cóż.

Wersja audio, czytana po angielsku przez niejaką Joy Chan. Głos porażająco seksowny.

Tekst utworu w wersji z roku 1900 jest całkiem dobrze przyswajalny, można spokojnie przesłuchać – w tamtych czasach już wymyślono komputer (patrz: Charles Babbage). Więc to prawie czasy obecne… A równocześnie – styl naśladuje (jak wierzę) styl oryginału. Ze swoją starannością i podniosłością brutalnie odstaje od współczesnej literatury.

Tłumaczenie na angielski jest absolutnie przepiękne, autorstwa jakiegoś facecika o typowo angielskim nazwisku – Hilaire Belloc. Proszę:

She kept upon her only the sleeveless tunic, and then with arms and feet quite bare she came between the two kings, and all around the barons watched her in silence, and some wept, for near the holy relics was a brazier burning.

And trembling a little she stretched her right hand towards the bones and said: “Kings of Logres and of Cornwall; my lords Gawain, and Kay, and Girflet, and all of you that are my warrantors, by these holy things and all the holy things of earth, I swear that no man has held me in his arms saving King Mark, my lord, and that poor pilgrim. King Mark, will that oath stand?”

“Yes, Queen,” he said, “and God see to it.

“Amen,” said Iseult, and then she went near the brazier, pale and stumbling, and all were silent. The iron was red, but she thrust her bare arms among the coals and seized it, and bearing it took nine steps.

Then, as she cast it from her, she stretched her arms out in a cross, with the palms of her hands wide open, and all men saw them fresh and clean and cold. Seeing that great sight the kings and the barons and the people stood for a moment silent, then they stirred together and they praised God loudly all around.

To może jeszcze metodą swobodnych skojarzeń przytoczę fragment “Chrztu ognia” Sapkowkiego:

Wnet sąd boży się odbędzie, wnet ustalimy winę wiedźmy, a i waszą cnotę sprawdzimy zarazem! Ale nie na miecze, topory, kopie czy strzały! Znacie, mówicie, reguły sądu bożego? I ja je znam! Oto podkowy w węgle włożone, rozpalone do białości! Chrzest ognia! Nuże, czarostwa poplecznicy! Który podkowę z ognia wyjmie, do mnie ją przyniesie i śladu oparzeń nie zdradzi, ten dowiedzie, że wiedźma jest bez winy. Jeśli zaś co innego sąd boży pokaże, tedy i wam śmierć, i jej! Rzekłem!

I na tyle.

d

Mac Harshberger "The Death of Tristan"

Librivox (mp3): Tristan and Iseult


Gaston Leroux, “Dama w złotym brokacie” (1924)

26 wrz 2009

dzbFilmów, które lubię, nie pokazują w telewizji. Ulubionej muzyki nie puszczają w większości stacji radiowych. Z książkami czasem mam podobnie. Z wrodzonego skąpstwa zainteresowałem się kiedyś starszą literaturą, której nie warto reklamować bo trzeba sprzedawać to, co Nowe. I tak mi trochę zostało.

Koniec wieku XIX i początek XX to smaczny okres w literaturze światowej. Bliski naszej wrażliwości, ale jednak odmienny. Książki łatwo znaleźć w każdej bibliotece, a teksty (głównie w oryginale) są dostępne za darmo w Internecie. Często ładny styl, staranny i świadomy – typowy dla ludzi, który nie mieli styczności z “Modą na sukces”. Pisarze mieli lepszą atmosferę do pisania – do ich drzwi nie pukał sprzedawca tureckich kurtek ani nie dzwonił telefon (“nie odnotowaliśmy przelewu za usługi telefoniczne”). Dobre wykształcenie, spokój, dbałość o szczegóły.

Gaston Leroux. Najpopularniejszą jego powieść – “Upiora w operze” – przeczytałem, zanim dowiedziałem się słynnej adaptacji musicalowej (ze wzruszeniem omawianej w telewizji, co skutecznie mnie zniechęciło). Książka jest bardzo elegancka. Czytałem w tłumaczeniu na angielski, co może uszkodziło jej francuską subtelność, ciężko powiedzieć. Miała dla mnie posmak sensacyjno – horrorowy, ale o standardzie zdecydowanie wyższym niż średnia. Dobre dialogi, historia tytułowej postaci, symbolika i dokładność opisów – hm, niewiele już pamiętam… Ale polecam.

Tak więc wziąłem się za inną powieść tego autora. “La femme au collier de velours. Książka audio, wydawnictwo Armoryka. Poniżej pięciu godzin – podzielone na, powiedzmy, 30-minutowe fragmenty. Co do lektora – z początku miałem wątpliwości, jednak po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że słychać w jego głosie to, co powinno się kojarzyć z bohaterem “Damy…”. Staranny, racjonalny, nie dający się łatwo ponosić emocjom. Obserwujący i opisujący.

Nie zgadzam się z informacją z oficjalnego opisu utworu. Nie trzyma on w napięciu do ostatniego momentu. To nie jest klasyczna powieść grozy! Podzielona na dwie części – problem i rozwiązanie. Wyjaśnienie, zajmujące (chyba, że to było moje złudzenie) prawie połowę tekstu nie jest szczególnie zaskakujące. Ale, paradoksalnie, to ono jest lepiej napisane, bardziej trzymające w napięciu niż opis Niesamowitych Zdarzeń. Całość jest oczywiście niesamowita… w jakiś archaiczny, ale atrakcyjny sposób.

Klasyczny motyw przekleństwa i kary za ciężkie grzechy nie jest zły. Autor wiedział, że osoby o obrzydliwej psychice są bardziej odrażające, niż strzelające kwasem macki potwora z planety XZ-124. Co jest w książce szczególne, to próba racjonalnego podejścia narratora do całej sprawy i wykorzystanie nieegzaltowanego języka. Narratorem tym jest kolekcjoner drogocennych przedmiotów, osoba “ułożona”, oczytana i nie przejmująca się duchami czy innym badziewnym zabobonem. Nie histeryczna hrabina, biegająca po łąkach z wiankiem, ale coś jakby naukowiec. Pomimo kronikarskiego opisu zdarzeń i wypełnienia luk w historii Damy, nie może on wyjaśnić tego, co działo się w umysłach ludzi, stykających się z tajemniczym przedmiotem, wokół którego obraca się fabuła. “Wyjaśnianie” może dotyczyć tylko faktów. Sny i przeczucia, dręczące różne osoby można tu uzasadnić tylko odwołując się do mistyki. Jest w tym jakiś paradoks. Chyba.

Tłumacz książki nie jest znany. Ktoś się nieźle napracował a nie wiadomo kto.

Książkę audio “Dama w złotym brokacie” mogłem przesłuchać dzięki Audiobook.pl.  Dziękuję.


“Angels & Demons” (2009)

5 wrz 2009

Dość dziwny film, pomimo zaskakującego zakończenia w sumie mało oryginalny.  Chyba nieco mnie znudził. Nie wiem, na czym polega sukces autora książki, film mnie nie zachęcił do zainteresowania się jego puścizną.

Bohaterem jest  historyk. Sądząc z tego, co prezentuje w filmie, o wiedzy użytkownika jednotomowej encyklopedii. Może nie miał okazji się popisać. Zagadka, jaką rozwiązuje, polega na jak najszybszym bieganiu między różnymi punktami Rzymu. Pomimo tego, że człowiek ten jest chyba autorytetem światowego formatu, nie mówi ani nie robi niczego, co wystawałoby poza przeciętność.

Fabuła filmu przypomina Indianę Jonesa w wersji dla ludzi, którzy powinni unikać nadmiaru emocji. Bohater idzie do punktu n. W punkcie n trzeba coś rozwalić albo zauważyć, że podłoga się odsuwa. Albo coś. Jakiś posąg pokazuje paluchem w kierunku północnym albo dmucha powietrzem na wschód, i tam trzeba iść właśnie. Do punktu n+1. Impressive.

Jeśli super tajna organizacja Iluminatów (podobno super inteligentne stowarzyszenie, walczące z Kościołem) posiadało zagadki, szyfry i sposoby ukrywania informacji takie, jak na filmie – nic dziwnego, że organizacja ta zaginęła w pomrokach dziejów. Oni się nie ukrywają. Zostali wszyscy wyłapani po tygodniu.

Dużo większe wrażenia to lektura “Pana Samochodzika i Templariuszy”. Serio.

A. W miarę fajna rola Ewana McGregora. I zdjęcia całkiem ładne. Może odwiedzę w końcu ten Rzym, wydaje się super miejscem.

Nie wiem, jakie jest przesłanie filmu, chyba chodzi o łagodną kontrowersję. Bohater niby jest agresywnym ateistą, ale tak jakoś… nie do końca o to chodzi. Aluzje do śmierci Jana Pawła II i pewne niemiłe sceny są złagodzone informacjami, że to jakiś inny papież a w ogóle to się dzieje kiedy indziej.

Jakieś sceny z helikopterem i bombą. Łojoj. Antymateria, którą widać całkiem wyraźnie (ładna jest). Łojojoj.

Taki film rozrywkowy, nie spodziewajcie się dyskusji o historii Kościoła, wykładów z historii ani niczego podobnego. Czepiam się. Trochę szkoda czasu. Może się sprawdzić jako rozrywka przy piwie. Ale zdjęcia ładne i w swojej klasie (hm… górna półka kina “B”) nie jest to totalna klapa.

Spragnionym “agresywnego ateizmu” zalecam – zamiast “Aniołów i Demonów” – szklankę wody. Albo “His Dark Materials” Pullmana.



“WALL.E” (2008)

29 sie 2009

Bardzo sympatyczny film. Mały robocik, pozostawiony na Ziemi przez ludzkość jako część programu odnowy zniszczonej planety, kolekcjonuje sobie różne przedmioty, najwyraźniej budując w sobie jakąś “nierobocią” wrażliwość.

Trzy rzeczy były dla mnie szczególnie interesujące:

1) Wyraźne nawiązania do gry Fallout (wykorzystanie muzyki Armstronga i połączenie motywów z lat 40-tych i 50-tych z postapokaliptyczną scenerią)

2) Atmosfera filmu, ogólny rys fabuły i wykorzystanie gagów jak u Chaplina

3)  Motyw z “twardego” sci-fi, bardzo dobry. Po wyniszczeniu planet ludzkość udała się na kosmiczny rejs w statku, sterowanym przez automaty, umilające podróż. Po kilkuset latach efekty umilenia są tragiczne.

Polecam. Akceptowalne kompromisy dla pogodzenia filmu dla dzieci z filmem dla dorosłych.

Filmweb – WALL.E